czwartek, 13 lipca 2017

III trymestr ciąży i poród

Trzeci trymestr ciąży zniosłam całkiem dobrze, no może poza samą końcówką. Ostatni miesiąc okazał się dość ociężały, a ostatnie dwa tygodnie większość czasu odpoczywałam, a na spacery chodziłam rzadko ze względu na twardniejący brzuch i częste oddawanie moczu. Jednak jeszcze dzień przed porodem śmignęłam na mały szoping i według mojej teorii to właśnieta  przejażdżka autobusem przyspieszyła TEN dzień.

Całą ciążę zniosłam bardzo dobrze. Nie miałam większości typowych dolegliwości. Te, z którymi musiałam się zmagać to ból piersi do około czwartego miesiąca, ból pachwin od piątego miesiąca i hemoroidy od siódmego miesiąca do końca ciąży. Te ostatnie były dla mnie najbardziej upierdliwe i bolesne, ale i z tym problemem sobie jakoś radziłam.

Piotrusia urodziłam 10 dni przed terminem, dokładnie 29-ego czerwca o godz. 00:05, w imieniny Piotra i Pawła (imię miałam wybrane długo przed porodem). 

Na porodówkę przyjechałam o godz. 20 ze skurczami co ok.2,5-3 minuty i rozwarciem... 1 cm.  O godzinie 22 miałam 3-4 cm rozwarcia i skurcz za skurczem, ciągle czekając na izbie przyjęć. O 23 w końcu przeszliśmy na salę porodową. KTG na porodówce nie pamiętam. Po KTG weszłam do wanny z wodą i tam chwilę po północy urodziłam swojego pierworodnego.

Mówią, że mogę rodzić. Wszystko poszło dość sprawnie, a ja przetrwałam to z niewielkimi obrażeniami. Ufff!

Od teraz mogę cieszyć się słodkim macierzyństwem.  😃

Prawdą jest, że takiego ogromu nowych uczuć się nie spodziewałam. Od razu pokochałam tego małego wampirka, któremu mam wrażenie sprawia przyjemność gryzienie moich sutków (dziękuję wynalazcy kapturków). Faktem są nieprzespane noce, a w dzień chodzenie non stop w pidżamie i wyglądanie jak walking dead. 

Nie zmienia to faktu, że jestem przeszczęśliwa, że Mały jest już z nami, jest zdrowy i śliczny!! 

 


czwartek, 11 maja 2017

II trymestr ciąży

Od stycznia mnie tutaj nie było, co zapewne zauważyliście. Tak naprawdę do końca kwietnia pracowałam zawodowo, więc temat bloga wypadł mi z głowy.
Drugi trymestr ciąży minął mi bardzo szybko, pewnie dlatego, że czułam się bardzo dobrze. Nie notowałam wszystkiego, co się ze mną działo, bo właściwie cały czas było podobnie.
W lutym mieliśmy USG połówkowe (21 tc). I oto ukazał nam się... ON, nasz synek!!! 😃 Najważniejsze jest to, że jest zdrowy, rozwija się prawidłowo. Ufff!


Jeżeli chodzi o moją wagę (trudny temat) to do końca drugiego trymestru przytyłam ok. 7kg. Na dzień dzisiejszy jest to ok. 10kg. Nie pytajcie, ile ważę, bo strach się przyznać!!
Poniżej małe porównanie. Jak na nie patrzę, to strach pomyśleć, jak będę wyglądać za 2 miesiące!!


Buźki dla Was!!

piątek, 13 stycznia 2017

Rodzina nam się powiększy

Witajcie Kochane,
długo się nie odzywałam, dużo się działo.
Pisałam sobie tego posta od 3 miesięcy, ale dopiero dzisiaj postanowiłam go ujawnić. A ma to całkiem spory związek z tematem. Jak się już domyślacie - spodziewamy się z mężem dziecka.
Wpis ten tworzyłam głównie z myślą o tym, żeby gdzieś na stałe przechować notatki z kalendarza.

31 października 2016 
Zaczęły mi się dziwne, delikatne bóle podbrzusza, dokładnie jak przed okresem. Od pierwszego dnia ostatniej miesiączki minęło 30 dni. Więc nie było w tej sytuacji nic dziwnego.

3 listopada 2016
Teoretycznie wczoraj powinnam dostać okres, ale nie. Zrobiłam rano test. Wyszedł negatywny. Pomyślałam: ok, pewnie jak zwykle będę miała obsuwę.

9 listopada 2016
Cały czas mam te krótkie skurcze, kilka w ciągu dnia. Okresu dalej nie ma. Zaczynam się niepokoić, ale nie wariuję. Po prostu idę do Rossmana po kolejny test.

10 listopada 2016
Nerwowo budzę się o 6 rano,lecę do łazienka, robię test. Dwie kreski. Pobiegłam obudzić męża, popłakałam się. Nie wierzyłam, że od razu "kliknęło".

11 listopada 2016
Obudziłam się z okropnym katarem i stanem podgorączkowym. Myślę, nie jest dobrze. Łapię za telefon, umawiam się przez aplikację do najbliższego lekarza na jutro rano.

12 listopada 2016
Przepadła mi rezerwacja na Pitbulla. Sobota, godzina 13, czekałam już na wizytę u lekarza. Z racji podejrzeń (bo przecież test nie daje 100% pewności) informuję lekarza o tej ewentualności. Przepisał mi Otrivin (teoretycznie nie można go używać w ciąży, praktycznie nie stwierdzono przypadków powikłań, max 3 dni), Flexsin/Irigasin do płukania nosa i zatok oraz Buderhin (wygląda jak Otrivin, ale nos po nim nie boli - na receptę), witaminę B6 na nudności i mielony len do picia, na uspokojenie podrażnionego przełyku.

Najwyższa temperatura sięgnęła 37,9 st. W niedzielę mi przeszła więc w poniedziałek byłam już w pracy.

17 listopada 2016
Poszłam na kontrolną wizytę do internisty. W zeszłym roku takie niby nic przerodziło mi się w zapalenie oskrzeli, które musiałam leczyć antybiotykiem. Wolałam dmuchać na zimne.
Tego samego dnia miałam też pierwszą wizytę u swojej ginekolożki. Stwierdziła bardzo wczesną ciążę - pęcherzyk jest, brak zawartości.

20 listopada 2016
Mniej więcej do tego dnia miałam wspomniane na początku regularne bóle w podbrzuszu. To nic innego jak rozciągająca się macica. Pojedyncze pojawiają się cały czas.

29 listopada 2016
Dzisiaj miałam swoje drugie USG. Bardzo miły i profesjonalny Pan doktor pokazał mi na monitorze malucha. Stwierdził rozmiar 16 mm na 8 tydzień i 1 dzień. Pokazał mi głowę, tułów i bijące 163 razy na minutę serce. Moje niedowierzanie nie miało końca.

Po USG przeszłam do drugiego pokoju na wizytę do swojej ginekolożki. Założyła mi książeczkę ciąży a także rozpisała mi kalendarz na najbliższy miesiąc. Dzięki temu, że mam obszerny pakiet, zleciła mi zrobienie wszelakich badań z krwi, m.in. przeciwciała na toksoplazmozę, różyczkę i coś, czego nazwy nie mogę sobie przypomnieć.

30 listopada 2016
Oddałam krew do badania.

1 grudnia 2016
Ciapa ze mnie. Zapomniałam wczoraj przy okazji pobierania krwi przynieść pojemnik z moczem. Na szczęście mąż się pofatygował.

2 grudnia 2016
Kolejna wizyta u ginekolożki już z wynikami badań krwi i moczu. Okazało się, że nie jestem odporna na toksoplazmozę i muszę unikać odchodów kotów. Na szczęście nikt w moim otoczeniu nie posiada kota. Wyniki krwi ok, hematokryt poniżej normy o 1% (mam się nie przejmować), neurocyty 0,3% powyżej normy (też mam się nie przejmować), hemoglobina na granicy. Dokrotka zaleciła mi brać Femibion 1 trymestr, witaminę D3 (Vitrum D3) oraz żelazo (Tardyferon, na receptę). Mocz ok.

27 grudnia 2016
Dzisiaj miałam USG 11-14 tc. U mnie jest to przełom 12 i 13 tygodnia.
Maluszek ma 52 mm. Jest to 12 tydzień 3 dzień. Jak zobaczyłam przegrodę nosową, a lekarz podał pomiary przezierności karkowej NT 14 mm, największy pomiar 16 mm, to odetchnęłam z ulgą. Łzy same mi poleciały.
Mój mąż zaczął zadawać pytania jeszcze zanim lekarz się dokładnie przyjrzał. Taki już jest niecierpliwy. Lekarz dokładnie nam wszystko omówił, pokazał mózg, serce, rączki, nóżki. Na płeć jeszcze za wcześnie. Dowiemy się prawdopodobnie na USG połówkowym, za około 2 miesiące.
 Po USG udałam się na test PAPPA, co oznacza tyle, że oddałam krew do zbadania. Na wyniki mamy czekać ok. 2 tygodni.
USG w połączeniu z testem PAPPA daje 95% pewności, że dziecko jest zdrowe, jeżeli tak wskażą wyniki.
Dodatkowo udałam się do Instytutu Hematologii w Warszawie (daleko nie miałam, jakieś 300 m). Prowadzą oni aktualnie program dla kobiet w ciąży do 20 tygodnia w celu zbadania, czy nie występuje konflikt płytkowy. Więcej możecie poczytać o tym TU

29 grudnia 2016
Byłam na wizycie u ginekolożki. Zrobiła mi cytologię. Na wyniki czekać będę do 3 tygodni.
Zaczęłam brać Femibion 2 trymestr.

 Gdyby nie brak miesiączki to pewnie nie zorientowałabym się, że jestem w ciąży (może co najwyżej dziwiłoby mnie tak częste oddawanie morzu). Farciara ze mnie. Niestety, niektóre koleżanki bardzo źle znoszą ciążę, czego bardzo im współczuję. 

7 listopada 2017 
Dostałam informację, że test PAPPA wyszedł prawidłowo. Dokładne wyniki dostanę 11 stycznia przy okazji wizyty u mojej ginekolożki.

11 listopada 2017
Wczoraj oddałam krew do badania, dzisiaj mocz, bo oczywiście coś mi się pomieszało.
Miałam też wizytę kontrolną u ginekolożki. Krew ok, mocz ok. Pappa wyszedł następująco: trisomia 21 1:621 (skorygowane 1:7558), trisomia 18 1:1429 (skorygowane 1:<20000), trisomia 13 1:4505 (skorygowane 1:<20000). Mówią, że to wyniki prawidłowe.

13 stycznia 2017
Leci nam już 15 tc. Dzisiaj znowu zawitałam do lekarza, tym razem internisty. Od kilku dni miałam objawy łagodnego przeziębienia, co w ogóle mi nie przeszkadzało. Do dziś rana, kiedy po wstaniu z łóżka zaczęłam tak kasłać, że aż zaczęła mnie boleć klatka piersiowa. Rzutem na taśmę umówiłam się do lekarza a 2 godziny później już czekałam pod gabinetem. Diagnoza: wirus. Zalecenia: grzać się w domu. Wróciłam do domu i cieszę się urokami siedzenia w ciszy pod kocem.


Powiem Wam szczerze, że jak dowiedziałam się o ciąży to byłam w szoku, pozytywnym, ale niedowierzałam. Przede wszystkim dlatego, że "udało nam się od razu". Wokół mnie jest kilka kobiet, które niestety mają problem z zajściem. Nie wiem, z czego to wynika, ale wszystkie łączy fakt, że przyjmowały hormony w formie tabletek antykoncepcyjnych. Ja nigdy ich nie brałam i tu widzę powód naszego małego sukcesu, bo ani nie jem przesadnie zdrowo, ani nie uprawiam żadnego sportu. Jestem normalną dziewczyną z nadwagą, która nigdy nie miała większych problemów zdrowotnych, raz na ruski rok, ba, raz na parę lat przyjmowałam antybiotyki. Może coś w tym jest.

Pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję, że będę tu teraz zaglądać częściej. Na pewno niedługo pojawi się post o moich zębach przed i po noszeniu aparatu. Szczęśliwie zamknęłam ten etap.










środa, 19 października 2016

Żyję, mam się dobrze

Do napisania tego posta podchodziłam kilkukrotnie. Zebrałam się w sobie i jestem.

Trzy tygodnie temu minęło mi pół roku pracy w obecnej firmie. Pisałam Wam już, że łatwo nie było. Tak jest do dzisiaj. Pracuję na pełnych obrotach 9-11h dziennie, nie mam przerw, łapię kanapkę w biegu. Szef jest wymagający, ciągle czegoś chce, dzwoni kilka razy dziennie. Jak jest w biurze to nie mam spokoju. Potrafi gadać mi przez godzinę o jakiś pierdołach, po czym dziwi się, że coś nie jest jeszcze zrobione, a przecież mówił/prosił mnie o coś godzinę temu (rozumiecie paradoks?). Tak jest ciągle. 

Minęły wakacje, a mi nie udało się wziąć wolnego - dużo projektów do upilnowania. W czerwcu, omawiając ogólnie urlopy, usłyszałam od szefa, że powinnam wziąć urlop wtedy co on (wtf?!). Wiedziałam, że jego "urlop" to półtora tygodnia w październiku. No cudownie, wręcz marzyłam o wylegiwaniu się na plaży... w kocu.

Gdy nadszedł koniec września ostatecznie porozmawialiśmy o urlopie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po stwierdzeniu, że biorę urlop 17-31.10. szef zamilkł. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że szef mówiąc o urlopie "w tym samym czasie" (on 17-26.10.) miał na myśli dokładnie! ten sam termin (wtf?!). Masakra! Zapytał, czy mam tyle urlopu. Ja, że tak. A jak Pani to policzyła - zapytał. A ja swobodnie stwierdziłam, że wystarczy 26 dni podzielić przez 12 miesięcy i pomnożyć przez liczbę przepracowanych miesięcy. Aha - usłyszałam. Przyjął do wiadomości i właśnie jestem na moim wyczekanym urlopie. Ruszamy z mężem samochodem do Pragi a potem zobaczymy, gdzie nas poniesie. 
Niedługo pokażę Wam efekty mojego leczenia ortodontycznego, ale dopiero jak ściągnę dół. Górny aparat został mi ściągnięty pod koniec sierpnia.
Poniżej mały sneak peak ;)

Powiem Wam szczerze, że ostatnie kilka miesięcy minęło mi bardzo szybko. Przez to, że dużo pracuję, nie mam wiele czasu na spędzanie go z rodziną czy przyjaciółmi. Moje życie popołudniowe zdecydowanie przyschło. Ciężko jest mi się zorganizować kiedy nie potrafię przewidzieć, o której godzinie skończę pracę danego dnia. Zdecydowanie jest to coś, nad czym powinnam popracować.

We wrześniu organizowałam wieczór panieński mojej siostrze, a dwa tygodnie wydałam ją szczęśliwie za mąż.

 

Ciekawa jestem, co tam u Was słychać, więc jeżeli to czytacie zostawcie po sobie ślad.

Buziaki!!!

sobota, 14 maja 2016

Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Dokładnie tak jest, a przekonałam się o tym po miesiącu pracy w nowym miejscu. Firma mała, oprócz szefa jest dwóch pracowników, w tym ja. Wszelkie prace są zlecane na zewnątrz, a ja je próbuje koordynować. Jednocześnie jestem asystentką szefa, jego "zbrojną prawą ręką". Poza tym zajmuję się organizacją biura, czyli mix trzech stanowisk tak naprawdę. Sama nie wiem, jak ja to ogarniam, ale tak, jakoś to ogarniam i jestem w tym coraz lepsza. Cieszę się, że się po miesiącu nie załamałam i nie zrezygnowałam, bo zdecydowanie jest to szkoła życia. Każdego dnia uczę się nowych rzeczy, dowiaduję się wielu rzeczy, jak załatwia się różne sprawy, co gdzie jak. Wiele sytuacji jest dla mnie stresujących, czasem ludzie mnie irytują. Jak na razie jakoś to ogarniam, szef jest chyba zadowolony, wnioskuję to z tego, że jeszcze tam pracuję ;)
Trzy tygodnie temu byłam na kolejnej rozmowie. Zapytana, czy jakby spełnili moje warunki, to czy bym się zdecydowała u nich pracować. Powiedziałam, że musiałabym się chwilę zastanowić (nie chciałam robić sobie nadziei). Napisałam im później maila, że bym się zdecydowała. Prawdopodobnie nawet go nie dostali. Mieli zadzwonić do poniedziałku, czyli kilka dni po rozmowie. Telefon nie zadzwonił. Pomyślałam, że pewnie znowu znaleźli kogoś tańszego i bardziej doświadczonego. Dwa dni temu pewna znajoma mi dobrze osoba była u nich rozmawiać o pewnym projekcie, po czym zagadała na mój temat. Okazało się, że czekali na mój telefon. ?!?!?! (-_-) Nie zadzwoniłam, wzięli kogoś innego. No cóż, bez komentarza.   

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Praca jest, ale...

Minęły dwa tygodnie odkąd zakończyłam smutny okres bezrobocia. Powiedziałam smutny? To był dla mnie najmniej stresujący okres w moim dorosłym życiu. Dopiero teraz doświadczam, co to znaczy naprawdę się stresować. Szef jest bardzo wymagający i zdaje mi się, że testuje i sprawdza mnie, ile może mi roboty wcisnąć, żeby zaczęła wychodzić mi uszami. Budzę się rano godzinę przed budzikiem i już mnie ściska w żołądku. Coś czuję, że sama się proszę o wrzody.
Zaczęło się niewinnie, od rozmowy "rekrutacyjnej" w knajpie na mieście. Nie zostałam wtedy uświadomiona, ile faktycznie czeka na mnie zadań i obowiązków. Od typowo biurowych, jak zaopatrzenie, dzwonienie, ciągłe dzwonienie, po pilnowanie terminowości projektów, płatności, pomoc w pracy innym pracownikom i częściowe wyręczanie ich w niektórych kwestiach oraz masa innych (muszę je wszystkie gdzieś spisać, żebym nie zapomniała). Do tego szef ciągle do mnie dzwoni, update'uje, dorzucając do mojej listy "to do" kolejne zadania. Ciężko jest mi to wszystko ogarnąć, mimo, że mam bardzo pojemną głowę. Ze strachem przyjmuję kolejne zadania, które w zbyt krótkim czasie nie są realnie do zrealizowania, chyba, że lubię siedzieć po godzinach.
W tak zwanym "międzyczasie" w ostatni piątek wybrałam się na kolejną rozmowę, w branży. Historia z grudnia niestety się powtórzyła. Państwowy instytut, stanowisko asystentki dyrektora, moje wykształcenie, doświadczenie i umiejętności idealnie wpasowywały się w wymagania. Dzisiaj dostałam telefon, że niestety nie mają mi nic do zaproponowania. Wkurzyłam się, bo znowu wyszłam z rozmowy bardzo zadowolona i pełna nadziei. Znalazłam numer telefonu do dyrektora obecnego na rozmowie rekrutacyjnej i wprost zapytałam, jaki był powód odrzucenia mojej kandydatury. Powiedział, że otrzymali ponad 200 cv (nie dziwi mnie to skoro ofertę wrzucili na pracuj.pl), wybrali 10 na rozmowę, a spośród trzech wybrali tą jedyną- najbardziej doświadczoną. No tak, pomyślałam, doświadczenia nie przeskoczę. Mam cztery lata doświadczenia jako asystentka i to wciąż jest za mało. Kolejny kop w tyłek, łzy same napływają do oczu jak o tym myślę.
Jestem w o tyle w lepszej sytuacji, ponieważ mam pracę. Co prawda na razie do końca kwietnia, ale zawsze. Teraz jestem kierownikiem biura, ho ho, można pomyśleć, ale na najniższej krajowej na umowie, a reszta do ręki. Na zwolnieniu lekarskim dostanę 1000 zł. Tyle dostaje co miesiąc niepracująca kobieta, jak urodzi dziecko. 
Na razie zbieram doświadczenie, szlifuję angielski, może pomyślę nad jeszcze jakimś językiem albo jakimś kursem. Może w końcu dostanę telefon z pozytywną odpowiedzią na moją aplikację.

czwartek, 24 marca 2016

Wiadomość z ostatniej chwili!!!

AaaAaaA! Udało się!! Jeszcze to do mnie nie dociera, ale radość jest ogromna!
Od wtorku idę do nowej pracy. Na razie na 1-miesięczny okres próbny, ale już ja pokażę, na co mnie stać. Właściwie to nie ja znalazłam pracę, tylko praca mnie. Zadzwonił dziś do mnie Pan, że chce się spotkać za 1,5 h. Ja pełny nieogar, ale ogarnęłam się, pojechałam. Praktycznie nic nie musiałam mówić. Pan mi opisał stanowisko, ustaliliśmy wynagrodzenie i tyle. Na koniec zapytałam, skąd miał mój numer. Powiedział, że jego żona znalazła mnie w internecie. Można? :)
Także mówię Wam, wrzucajcie swoje ogłoszenie na strony, o których wspominałam w ostatnim poście. Pamiętajcie tylko, że musi być ono konkretne, najlepiej wypisać swoje umiejętności i doświadczenie. Żadnych zdjęć ani adresów. Nie wysyłajcie też CV do nieznanego źródła. Jeżeli dana osoba się nie podpisze albo po mailu nie domyślicie się nazwy firmy, nie odpisujcie. To mogą być zboczeńcy!!!

Wesołych Świąt, Kochani!!

środa, 23 marca 2016

Rozmowa kwalifikacyjna

Dzisiaj opowiem Wam trochę, jak przebiegały moje rozmowy kwalifikacyjne, ile czasu trwały, jakie zadawano mi pytania, po polsku i po angielsku, i czego się dzięki nim dowiedziałam.
Zacznę od tego, że dziennie przeglądałam kilkadziesiąt ofert, korzystając między innymi z poniższych serwisów:

Rejestrowałam się również na stronach firm HR, np. HAYS. Przeglądam ogłoszenia zamieszone w warszawskich urzędach pracy. Ponadto, pracy szukałam w Ministerstwie Środowiska i oczywiście bezpośrednio na stronach firm z mojej branży, tj. Orlen, BP, PGNiG, Skanska, Polimex-Mostostal i parunastu innych. Czasami rejestrowałam się na ich stronie i wrzucałam swoje CV do ich bazy. Zawsze bez odzewu.
W zeszłym tygodniu (czemu dopiero teraz na to wpadłam?!) wrzuciłam swoje ogłoszenie na gumtree i olx, wpisując jakie mam doświadczenie i umiejętności. O dziwo, dostałam kilka zapytań i próśb o przesłanie CV. Oczywiście zdarzyło się też tak, że dostałam prośby o przesłanie zdjęcia, co więcej smsa z prośbą o podanie wieku i miejsca zamieszniania - sick! Na takie wiadomości nie odpowiadamy, pamiętajcie. Numer wrzucamy do SPAMu!

Przypomnę, że szukam pracy jako Asystentka Biura/Zarządu/Prezesa, Sekretarka, Specjalista ds. administracyjnych - generalnie mówiąc, jedno z najbardziej obleganych stanowisk ever, w Warszawie to ok. 1500-2000 zgłoszeń na jedno ogłoszenie- tak wynika z moich statystyk. Aplikowałam również na niskie stanowiska związane z geologią, jeżeli w ogóle takie się pojawiło. 

W poprzednich postach wspominałam Wam co nieco na temat odbytych rozmów, tu postaram się zebrać większość, jak nie wszystkie pytania. Zacznę może od tych po angielsku, bo jest ich zdecydowanie! mniej. Na rozmowach, gdzie w ogłoszeniu nie było wpisanego angielskiego w wymaganiach, naturalnie pytania takie nie padły. Było też tak w przypadkach, gdy wymagano znajomość angielskiego w stopniu komunikatywnym bądź podstawowym.

Pytania po angielsku:
1. Powiedz coś o sobie!!
2. Opowiedz o swoim hobby!!!
3. Jakie obowiązki miałaś na poprzednich stanowiskach?

Jak widzicie, nie trafiałam na zbyt wymagających rozmówców. Może dlatego, że zwykle rozmawiałam z bezpośrednim przyszłym przełożonym, nigdy z osobą z HR.

Pytania po polsku:
1. Powiedz coś o sobie.
2. Jakie obowiązki miałaś na poprzednich stanowiskach?
3. Co byś chciała robić za 5 lat? Gdzie się widzisz za 5 lat?
4. Jakie masz doświadczenie w pracy na stanowisku, na które aplikujesz?Jakie umiejętności posiadasz, które są wymagane na tym stanowisku?
5. Twoje mocne i słabe strony.
6. Jakie są Twoje największe osiągnięcia w pracy/ co udało Ci się ulepszyć/ sukcesy?
7. Jak radzisz sobie ze stresem?
8. Dlaczego chciałaby Pani tu pracować?
9. Dlaczego przestała Pani pracować u poprzedniego pracodawcy?
10. Dlaczego jeszcze nie znalazła Pani pracy?
11. Od kiedy może Pani zacząć pracę?
12. Pytania o konkretne umiejętności. Czasami padały pytanie dotyczące umiejętności, których nie było w ofercie, ale poniekąd były związane z opisem stanowiska, np. w ogłoszeniu było napisane: współpraca z działem księgowym/finansowym, a pytano mnie czy wystawiałam faktury, robiłam płatności itp.
13. Pytanie o referencje lub kontakt z poprzednim przełożonym (w moim przypadku, każdy mój były pracodawca oferował taką pomoc, gdybym potrzebowała, ale z perspektywy czasu, lepiej mieć to na piśmie).
14. Czy nie miałabym nic przeciwko podróżom służbowym?
15. Czy biorę udział w innych procesach rekrutacyjnych?
16. Jakie są Pani wymagania finansowe? (tylko na jednej rozmowie mnie o to nie zapytano, Pan Prezes stwierdził, że zawsze można się dogadać)
17. Ile zarabiała Pani w poprzedniej firmie?
18. Czy ma Pani do nas/mnie jakieś pytania? (Jak nie zapomniałam ze stresu, to pytałam, kiedy mogę spodziewać się odpowiedzi z ich strony. Zdarzyło mi się, że zadzwonili po podanym terminie.)

Nigdy nie padło pytanie, co wiesz na temat naszej firmy. Zawsze na początku było mi opowiadane o danej firmie, czym się zajmują, na jakim obszarze działają. Nigdy nie usłyszałam również pytania, dlaczego właśnie mnie powinni zatrudnić.
Rozmowy, na których byłam, trwały od 15 minut do godziny. Zdarzyło mi się, że przy zapraszaniu na rozmowę informowano mnie, ile dana rozmowa będzie trwała. Czasami sama o to pytałam, jak miałam już jakieś plany. Zawsze bez problemu mi odpowiadano.

Jeżeli chcielibyście poznać dobre i złe odpowiedzi, na 100 najczęściej zadawanych pytań na rozmowie kwalifikacyjnej, odsyłam Was do stronki http://jobtips.pl/rozmowa-kwalifikacyjna
Sama zainwestowałam ok. 30 zł, co pozwoliło lepiej przygotować się do rozmów. Wiem wiem, na razie bez skutku, ale nie uważam, że jest to wina złych/dobrych odpowiedzi. Pamiętajcie, że to Wy jesteście wybierani i nie od Was to zależy. Zależy to głównie od czynników zewnętrznych, od kogoś widzi mi się. Niestety, wystarczy tylko jedna osoba z większym doświadczeniem, z lepszym angielskim, z jedną umiejętnością więcej i stanowisko będzie jej, taki lajf. Nie ma się co przejmować, ja miałam już kilka rozmów i dalej nie znalazłam pracy. Nie załamuję się, tylko staram się poszerzać swoje umiejętności i pewność siebie. Mam nadzieję, że w końcu znajdę miejsce dla siebie.

Ściskam Was i powodzenia!

PS. Wczoraj byłam na kolejnych dwóch rozmowach. Fingers crossed!