poniedziałek, 8 grudnia 2014

Juice on!

Blogosferę ogarnęła ostatnio mania klejania łiszlist przed zbliżającymi się świętami. Moim największym życzeniem w tym momencie jest sokowirówka. Mikołaj został już ponistruowany co, gdzie i jak więc mam nadzieję, że od razu po świętach rozpocznę owocowo-warzywny detoks, na który zostałam skuszona po obejrzeniu filmu "Fat Sick & Nearly Dead", który możecie obejrzeć tu:

Joe Cross, 41-letni, 140-kilogramowy Australijczyk, całkowicie zmienił sposób odżywiania, zaczynając od 60-dniowego detoksu, polegającym na piciu świeżo wyciskanych soków z owoców i warzyw. Z wywiadów z nim dowiedziałam się, że wypijał dziennie ok. 6 litrów soków, na które składało się 75% warzyw i 25% owoców. Podczas kręcenia filmu był pod stałą opieką i kontrolą lekarską, co tydzień robiono mu badania krwi. O dziwo, wszystko było w porzadku, a wyniki z tygodnia na tydzień były coraz lepsze. Jak często powtarza w wywiadach, najgorsze są pierwsze 3 dni, kiedy to organizm sprzeciwia się zbyt małej ilości dostarczanego jedzenia oraz upomina się o cukier. Po tym czasie człowiek odżywa- podobno.
Joe zdecydował się podjąć ten dość drastyczny krok, kiedy dotarło do niego, że przez sposób życia i odżywiania zachorował i prawdopodobnie do końca życia będzie musiał przyjmować leki. Podczas kręcenia filmu przejechać 3000 mil, przez całe Stany, zabierając ze sobą sokowirówkę. Na swojej drodze spotkał wiele osób, między innymi Phila, kierowcę ciężarówki, który także postanowił zmienić tryb życia. Czy mu się udało? Tego dowiecie się z tego niezwykle inspirującego filmu.
Nie sądzę, żebym wytrzymała 2 miesiące na samych sokach. Pierwszy cel- tydzień, jak dobrze pójdzie to mam nadzieję wytrzymać miesiąć. Oczywiście, relację z tych trudnych dni wrzucę tu na bloga.
We wrześniu br. odbyła się premiera "Fat Sick & Nearly Dead 2". Jak tylko uda mi się go znaleźć, wrzucę Wam tu linka. 
Polecam Wam również zajrzeć na stronę internetową: Reboot with Joe, gdzie można znaleźć m.in. mnóstwo przepisów na soki. Mniam!

No to #Juiceon!

czwartek, 4 grudnia 2014

Google Street View

Było to jakieś dwa i pół roku temu, kiedy to stojąc i czekając na zielone, minął mnie samochód Google'a (jest dość charakterystyczny- biało-zielony, z czymś na wzór kuli imprezowej na dachu). Myślę sobie, ciekawe czy się nagrywa? Okazało się, że tak. I tak półtora roku po tym "spotkaniu" przed moimi oczami ukazał się ten oto obrazek:


Ja- niosąca truskawki na obiad. Hahaha, na mojej twarzy pokazał się banan :)

PS. Wklejam sobie to zdjęcie na pamiątkę.

niedziela, 30 listopada 2014

28 urodziny

Generalnie nie lubię niespodzianek. Jestem tym typem osoby, która lubi mieć wszystko pod kontrolą, a gdy coś  idzie nie po mojej myśli od razu się stresuję. Przez kompleksy wybieram raczej pewne sytuacje, które nie powinny mnie zaskoczyć.
Dokładnie dwa tygodnie temu skończyłam dwudziesty ósmy rok życia i nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie to, że to drugi raz, gdy postanowiłam podjąć "ryzyko" i pozwolić (hehehe, śmieję się na samą myśl o tym, jak to brzmi) Mężowi wymyśleć dla mnie prezent niespodziankę. W poprzednie urodziny, zapytana co chciałabym dostać na prezent, postanowiłam podnieść Mężowi poprzeczkę  i poprosiłam go, aby zabrał mnie gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam. Zabrał mnie na strzelnice! (odgadłam niespodziankę kilometr przed dojechaniem na strzelnicę ;P). Było ekstra, przeżycia niezapomniane!
*** Mówiłam Wam już, że jestem świetnym detektywem i na prawdę ciężko coś przede mną ukryć? ;)***

W tym roku pytanie padło ponownie. Wahałam się (bo jak wspomniałam wyżej, nie znoszę niespodzianek!), ale ostatecznie wybrałam niespodziankę. Tym razem do samego końca nie udało mi się odgadnąć. Mój prezent okazał się być odlotowy!

FLYSPOT -tunel aerodynamiczny w Warszawie,(Mory) podobno najbardziej nowoczesny na ŚWIECIE. To tu poczułam się jak piórko, odleciałam!! 



Pierwsza myśl, to jak ja się zmieszczę w kombinezon, czy mają mój rozmiar. Druga, to czy wiatr mnie w ogóle zdoła unieść. Na krótkim kursie przed lataniem stwierdziłam, że nie tylko ja mam takie obawy, ale np. Pan ważący ok. 100 kg. W ankiecie trzeba było zaznaczyć, czy Twoja waga nie przekracza 130 kg. Ufff załapałam się ;)

Wrażenia? Było bosko, nieziemsko, odlotowo! Instruktorzy byli super, uśmiechnięci i bardzo życzliwi. Dobrze wiedzą, że 90% ludzi się stresuje i robią wszystko, żebyś się rozluźnili, bo to jest najważniejsze. Nic nie wyjdzie z latania jak będzie się spiętym. Ja bardzo poważnie podeszłam do tych wymagań i wchodząc do tunelu rozluźniłam się jak ameba. Widzicie na zdjęciu poniżej co pokazuje instruktor, jak powinnam trzymać ręcę? Było mi tak komfortowo, że nawet nie próbowałam go zrozumieć. Po pierwszym lataniu powiedzieli mi, co robię nie tak i przy drugim lataniu mogłam latać z instruktorem jak na TYM filmiku: góra-dół ( od 52 sekundy).


Flyspot, Warszawa
Chętnie zrobiłabym to jeszcze raz. Szkoda, że 2 loty po 1,5 min kosztują ok. 250 zł. Polecam to jednak każdemu, przymaniej raz tak odlecieć!!


Jak będziecie wybierać się do Warszawy na wycieczkę, koniecznie zarezerwujcie sobie wizytę w tym miejscu. 
Polecam!!

piątek, 28 listopada 2014

Laska do Sylwestra

W ramach akcji 'dupy z kanap', którą to właśnie wymyśliłam, potanowiłam wyszukać w sieci jakieś nowe challenges. Wall sit to nic innego jak znane w Polsce ćwiczenie o nazwie krzesełko. 
ŹRÓDŁO

Na pierwszy rzut oka nie wydaje mi się, żeby wyzwanie to miało mi sprawić większą trudność, ale tak samo myślałam o wyzwaniu 'deska', którego jak wiadomo nie ukończyłam. 



Jestem dobrej myśli dlatego też żeby nie było za łatwo dorzucam 30 dniowe wyzwanie na ramiona.



Po kolei, co to są za ćwiczenia...
TRICEP DIPS
ŹRÓDŁO

PUSH UPS
ŹRÓDŁO

MOUNTAIN CLIMBERS
ŹRÓDŁO

Zastanawiam się jeszcze nad ponownym rozpoczęciem Turbospalania z E. Chodakowską. Do Sylwestra został delikatnie ponad miesiąć więc jest jeszcze cień szansy na delikatne wylaszczenie i zrobienie formy. :))))
Na pewno warto zmotywować się i poświęcić w sumie godzinę dla ruchu.

Oczywiście zaczynam od dzisiaj!! :) Tym razem nie czekam do poniedziałku. Buziaki!


PS. Enzi, zaczynasz ze mną? 

czwartek, 27 listopada 2014

Kakaowe ciasteczka wg Gaca System

Całkiem zapomniałam o tym przepisie, który znalazłam w Gaca Magazyn (kwiecień 2014). Jeżeli ktoś jest na tej diecie to zapewne z chęcią pokusi się na ich przygotowanie.

KAKAOWE CIASTECZKA Z MĄKI ORKISZOWEJ

Składniki:
100 g mąki orkiszowej
100 ml jogurtu 
białka z 2 jajek
2 łyżki kakao
50 g orzechów włoskich
50 g suszonych śliwek
50 g płatków owsianych
50 g otrębów żytnich
6 łyżek cukru brzozowego

Przygotowanie: 
Mąkę, jogurt, kakao i cukier wsypać do miski, dokładnie wymieszać. Dodawać kolejno pozostałe składniki. Białka ubić i dodać na samym końcu, delikatnie mieszając. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i z masy formować małe ciasteczka. Piec w temp. 160 st.C przez około 15 minut. 

Smacznego!

wtorek, 25 listopada 2014

Update

Nię będę ściemniać, że byłam tak zajęta, że nie znalazłam nawet chwili na bloga. Nie chciało mi się, aczkolwiek kilka razy próbowałam coś naskrobać. Przed chwilą spojrzałam, że za tydzień minęłyby 2 miesiące od ostatniego wpisu. Obiecuję się porządnie wychłostać za to przewinienie, gdyż nie mam na swoją obronę nic. Obecnie wyglądam mniej więcej tak...

źródło
Króciutki apdejt na co u mnie, jak stoi waga i jak moje samopoczucie. Mysz nie zachęciła mnie do niczego. Dopiero dzisiaj powzięłam pewne kroki, żeby ruszyć z domu ten rosnący tyłek. Aaa, zapisałam siebie i Męża na kurs tańca samba disco. Zaczynamy 8 stycznia. 

***Wspomnę tylko, że podobną próbę podjęłam miesiąc temu, ale tego samego dnia, co miałam zacząć kurs, Pani z recepcji Szkoly Tańca Riviera na warszawskim Ursynowie poinformowała mnie, że nie wpłaciłam zaliczki więc nas skreślili z listy. Szkoda, że nie poinformowała mnie o takiej konieczności jak dzwoniłam do nich 3 tygodnie i tydzień przed rozpoczęciem się zajęć. Szkoda gadać.***

Wracając do apdejtu. Wzrost mam cały czas ten sam, waga niestety wywindowała trochę!? w górę, żeby ostatecznie zatrzymać się na ok. 75 kg. Daje to przyrost wagi od ostatnich pomiarów u Gacy o ok. 4,5 kg. Ale czemu tu się dziwić, skoro, tak jak po innych dietach, zaczęłam jeść 'normalnie', czyli m.in. :

imieniny koleżanki w pracy
sernik mascarpone, cukiernia Czubak, Warszawa
jagodzianki made by Mąż
restauracja boscaiola, polecam, można spotkać Edzię Górniak
najlepsze kanapki w mieście, Saint Honore
śmietanowiec made by Mama

sushi made by Mąż
Młyńskie Koło, Poznań, obiad w podróży służbowej, a co będę sobie żałowała, jak za darmo
- tak na prawdę połowę zawiozłam Mężowi
lody, Manufaktura, Łódź, banan na buzi mówi sam za siebie
Było smacznie! Haha! Dobra, nie to chciałam powiedzieć. Cieszę się, że mimo nie dbania o dietę w ogóle, nie przytyłam jeszcze więcej, a słyszałam, że ludzie jak się 'nie wyprowadzą z diety Gacy' to jojo jak ta lala. Po Gacy chciałam sama zejść poniżej 70, ale nie jest to najłatwiejsze, bacząc na to, że jestem leniwcem wszechczasów.
źródło
Powiem Wam jeszcze, że doszłam już jakiś czas temu do wniosku, że dieta Gacy bardzo przypomina mi tą Dukana. Kiedyś obie porównam jak chcecie.

Mimo tego, że nic tu nie pisałam jakiś czas to jestem na bieżąco z Waszymi blogami. GrubaBlondyno, Ty mój mistrzu odchudzania, weź mi kopa sprzedaj!! Nie negocjujmy, za darmo też wezmę! ;)




czwartek, 2 października 2014

Papierowa rocznica

Trzy tygodnie temu minął nam pierwszy roczek. Cały czas się siebie uczymy, docieramy, planujemy więcej, wspieramy się mocniej. Dużo się w tym czasie wydarzyło, wiele zmian zaszło. Gdyby nie Twoje wsparcie nie byłabym w tym miejscu. Ty jesteś wciąż przystojny, a ja tylko trochę lżejsza. Ważne, że jesteś przy mnie, cieszysz się moim szczęściej, jak potrzeba to zabierzesz mi jedzenie sprzed nosa, bo w końcu już mi starczy ;) Pożądanie w Twoich oczach jest dla mnie największą nagrodą i motywacją. Dziękuję Ci Misiek za ten rok! 

Jeszcze rok temu wyglądaliśmy tak.... 


A teraz...


Dobrze mi z Tobą i niech już tak zostanie...

środa, 10 września 2014

Weź się w końcu do roboty!

Mówię to sobie od kilku dni i nic z tego nie wynika. W pracy jestem ostatnio mocno zarobiona a będzie jeszcze gorzej. Wracam i nie mam na nic ochoty, a już na pewno nie na ćwiczenia.


Mysz mnie zmotywuje!

Na razie udało mi się mocno ograniczyć dzienne racje żywieniowe. Pracuję nad tym, żeby znowu przestać słodzić. Dam znać niedługo, co i jak. Buźki!

sobota, 30 sierpnia 2014

Ice Bucket Challenge

Dziewczyny,
na pewno każda z Was słyszała/widziała na fejsie jak ludzie polewają się kubłem pełnym zimnej wody, ale pewnie nie każda wie, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Chodzi o edukację społeczeństwa na temat choroby ALS stwardnienia zanikowego bocznego. Niestety, na chorobę nie ma leku, ale pieniążki potrzebne są na rehabilitację. Zachęcam również Was, które to czytacie, do przyłączenia się do tej akcji. Pomagamy chorym na stwardnienie zanikowe boczne. 
Stowarzyszenie Dignitas Dolentium, ul. Gorczańska 26, 34-400 Nowy Targ, jej nr konta 61 1240 4432 1111 0000 4721 0358.
Mam nadzieję, że się przyłączycie.

Buziaki, 
pumkaska

czwartek, 21 sierpnia 2014

Żyję, ale czy mam się dobrze?

Widzę, że nie odzywałam się już ponad miesiąc. Próbuję sobie przypomnieć, co takiego działo się w tym czasie, co tak skutecznie powstrzymało mnie przed wrzuceniem posta. W lipcu wyjeżdżałam w każdy weekend za miasto, bliżej do Rodziców i trochę dalej... na Mazury. Na początku sierpnia wyjechałam na wakacje do Chorwacji (Draśnice, Riwiera Makarska).
Draśnice, Croatia
Piękna pogoda, cudne widoki, woda czysta, a kamienie na plaży rozgrzane do czerwoności. Temperatura w cieniu sięgała zapewne do ok. 35 stopni, a słońce parzyło w skórę. Choć cała przygoda zaczęła się niefortunnie, bo oprócz tego, że kolega nam się zawieruszył na kilka godzin (zasnął na plaży, delikatnie otumaniony alkoholem), to pierwszą nockę spędziliśmy w samochodzie, gdyż nie znaleźliśmy żadnego noclegu ( nie słuchajcie ludzi, jak powiedzą Wam, że znalezienie noclegu w Chorwacji w środku sezonu będzie bułką z masłem). Na szczęście, z rana trafiła nam się okazja, z której od razu skorzystaliśmy. Apartamenty czynne od tego sezonu, z wyjściem na taras, z którego mieliśmy ze 20 schodków do plaży. Sami przecieraliśmy oczy ze zdziwienia! Najpierw musi być gorzej, żeby mogło być lepiej.

Dzięki temu, że Gaca odchudził mnie o kilka ładnych kilogramów nie miałam problemu z pokazaniem się w kostiumie (chociaż później patrząc na zdjęcia nie wiem skąd brak kompleksów). Może dlatego, że dobrze czułam się w nowym kostiumie, który udało mi się wyhaczyć w Tesco. Opaliłam się jak ta lala, zdecydowanie jest to moja najciemniejsza opalenizna w życiu (mężulek rano przecierał oczy, żeby upewnić się, czy to na pewno ja, hihihi).
Draśnice, Croatia
Po powrocie do Polski z wielkimi nadziejami stanęłam na wadze. Wiedziałam, że jadłam mało, ale też nie ruszałam się specjalnie dużo, więc teoretycznie powinnam ucieszyć się z wagi. Waga pokazała 72,8 kg. Ucieszyłam się, bo przed wyjazdem było to kilo więcej. Następnego dnia ruszyłam do rodziców, a niestety każdy taki wypad przybliża mnie do starej wagi (o zgrozo!). Co się powstrzymam na tygodniu, nadrobię w weekend. Muszę się temu dokładniej przyjrzeć. 
Sama siebie biczuję za swoje lenistwo. Trening z E. Chodakowską zaczęłam, jednak w tamtym okresie dużo się działo, a ja nie byłam aż tak zmotywowana. Bardzo chcę spróbować kolejny raz, w końcu mówi się, że do trzech razy sztuka. Plany mam wielkie, tak samo jak mój tyłek!! 
Popatrzyłam ze wstydem na boczny pasek na mój blogu, a tam same niedokończone wyzwania, WTF?!
Wyzwania deskowego niestety nie jestem w stanie dokończyć, no chyba, że liczyła by się deska "przerywana", ale to chyba tak nie działa. Nad nim wyzwanie biegowe, które na prawdę genialnie mi szło i zamierzam ruszyć dupę i je skończyć. Marzę, żeby polubić bieganie, na prawdę (wyobrażam sobie, jak się teraz niektórzy z Was śmieją i wcale się temu nie dziwię).
Przez cały ten czas, jak nie pisałam, zaglądałam na Wasze blogi. Niektórzy dają mi dużo motywacji, bo im się udaje zapanować na swoim ciałem- Konstancja-> zazdroszczę, za niektórymi bardzo tęsknie, bo się już długo nie odzywali- tak Gruba Blondyno- to do Ciebie- czekam, aż się w końcu odezwiesz!, inni regularnie wrzucają posty, co mnie ogromnie cieszy. Cały czas jestem z Wami i trzymam kciuki!! A Was proszę o kopa w tyłek, bo zdecydowanie mi się należy!!!

poniedziałek, 14 lipca 2014

3 tygodnie do wakacji!

Zostały mi już tylko trzy tygodnie do wakacji. Strasznie się cieszę, bo w tamtym roku niestety nigdzie nie wyjeżdżałam. W tym roku padło na Chorwację. Zaczynam się też trochę stresować. Pokazać się przed obcymi w stroju kąpielowym- ok, ale gdy są to znajomi to już trochę gorzej. Mam nadzieję, że to turbo wyzwanie rzeczywiście przyniesie mi jakieś efekty. Na razie wyciska ze mnie siódme poty...

Mając krótkoterminowy cel łatwiej jest mi się spiąć i wycisnąć z wysiłku jak najwięcej. Ale... pożyjemy, zobaczymy, na pewno bardzo się postaram! 


A Wy gdzie się wybieracie w tym roku?

Buziaki,
pumkaska

poniedziałek, 7 lipca 2014

TURBO WYZWANIE z E. Chodakowską

Nie będę ukrywać, że ostatnio trochę mnie kusiło i wpadłam w czekoladowe sidła. Tak to już jest, zjem kawałek czekolady i nie mogę przestać o niej myśleć. Stało się to w ciągu ostatnich dwóch tygodni, kiedy oprócz tego, że byłam chora to jeszcze nadeszły te ciężkie kobiece dni- mieszanka wybuchowa. Nic wtedy tak dobrze na mnie nie działa jak czekolada. Skończyło się to dodatkowym kilogramem na wadze, a wtedy zaświeciła mi się pomarańczowa lampka nad głową.
Już od dłuższego czasu czaiłam się, żeby zakupić najnowsze "dziecko" ECh. Jakaż była moja radość, gdy w minioną sobotę zobaczyłam DVD na półce w Biedronce. Myślałam, że już dawno się wyprzedała. 

W ciągu najbliższych dwóch miesięcy czekają mnie dwa wyjazdy na Mazury, a w sierpniu wyjazd na wakacje do Chorwacji. Co się z tym wiąże? Oczywiście pokazanie się przed znajomymi w kostiumie kąpielowym (przed obcymi nie mam z tym już problemu). Jest to dla mnie okropnie stresujące, dlatego też od wczoraj włączyłam w swoje życie turbo wyzwanie. 
Moje pierwsze wrażenia: program jest bardzo ciekawy, praktycznie co 20 sekund zmienia się ćwiczenie, co czyni cały program nie-nudnym. Program składa się z rozgrzewki, następnie jest 8 zestawów ćwiczeń, każdy po 4 ćwiczenia powtarzanych w dwóch seriach, na koniec stretching. Całość trwa ok. 45 minut. W okolicach 20 minuty byłam już nieźle zgrzana, ale nie poddałam się. Jak pierwszy raz robiłam ćwiczenia z Ewą- nie dotrwałam do końca. Teraz jestem kilka kilogramów lżejsza niż wtedy, więc było mi już łatwiej, a niektóre ćwiczenia wykonywałam w trybie dla osób zaawansowanych. Myślę, że nikt nie powinien mieć z tym programem problemów. Po skończonym treningu dosłownie płynęłam, dało mi to poczucie dobrze wykonanego zadania. Gorąco wam go polecam!
Moje deskowe wyzwanie zawisło, gdyż nie jestem w stanie wytrzymać 3,5 minuty w tej pozycji- nie ma szans... Przez niesprzyjające warunki zdrowotne wstrzymałam też biegi, ale mam zamiar dzisiaj kontynuować to wyzwanie (nie lubię zostawiać zadań niedokończonymi).

Któraś z Was ćwiczyła z Ewą? Ile czasu z nią wytrzymałyście? :)

Buźki,
pumkaska

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Gaca System PODSUMOWANIE

Cztery miesiące, 112 dni, prawie jak chwila... tak szybko minął czas chodzenia do Gaca Wawa. Na treningi chodziłam popołudniami, w poniedziałki, środy i piątki, także resztę spraw załatwiałam we wtorki i czwartki, przez co czas płynął mi niesłychanie szybko. Najgorsze były pierwsze dwa tygodnie, kiedy wdrażałam dietę, walczyłam z odstawieniem cukru, a przede wszystkim soli, bo to było dla mnie najtrudniejsze. Przyzwyczaiłam się, a potem już popłynęło.
Te cztery miesiące mogłabym podzielić na dwa okresy. Pierwsze trzy miesiące to trzymanie się diety, czasem z małymi potknięciami, czasem z większymi. Ostatni- czwarty miesiąc- mogę nazwać "po swojemu skomponowanym" wychodzeniem z diety, bo to właśnie wtedy praktycznie przestałam trzymać jadłospisu, jadłam dosłownie wszystko, ciągle starając się kontrolować wielkości porcji. Ale bez przesady... zdarzało mi się najeść do syta, czego strasznie żałuję i mam nadzieję nie popełnić więcej tego błędu. 
Podsumuję kilka zmian...

WAGA
Zdecydowanie ludzie zauważają, że schudłam, głównie dlatego, że najbardziej widać to na mojej twarzy. Z wagi 83,8 kg zeszłam do 70,4 kg (ostatnie pomiary). Obecnie ważę ok. 71 kg.

CENTYMETRY
obwód (pępek): było 98 cm, jest 89 cm   - 9 cm
biodra: było 120 cm, jest 107 cm   -13 cm
udo: było 69 cm, są 63 cm   - 6 cm

ROZMIAR
Gaca odchudził mnie 2 rozmiary, z 44 na 40 (dół) i na górze z L na M. W większości sklepów nie mam już problemu z brakiem rozmiarów, jednak dalej w większości obcisłych spodni nie czuję się dobrze (czarne się nie liczą, w nich każdy wygląda dobrze :)). 

SAMOPOCZUCIE
Zdecydowanie jest lepiej, dużo lepiej. Teraz ja wyciągam męża na basen, a nie on mnie, a to jest dla mnie bardzo duża zmiana. 

PEWNOŚĆ SIEBIE
Wzrosła! Kiedyś za żadne skarby nie zdecydowałabym się założyć żółtej jaskrawej kiecki, która zwraca uwagę wszystkich mijających mnie ludzi, a dzisiaj to zrobiłam i czułam się ekstra!

OTOCZENIE
Od początku większość osób trzymała za mnie kciuki. Nieliczni komentowali, że zmarniałam, że chyba już mi wystarczy, że ZA SZYBKO schudłam (HELOŁ, czy ja na prawdę wyglądam na wychudzoną? chyba nie) jednak jak zobaczyli mnie zadowoloną- przestali. Warto nie przejmować się za bardzo opinią otoczenia tylko dążyć do samozadowolenia. Jak to kiedyś powiedział Gaca: "Jak będą Ci mówić, że za bardzo schudłaś, to znak, że Ci zazdroszczą"! Nie każdy ma tyle silnej woli, żeby uporać się ze swoimi nadprogramowymi kilogramami :)



Dziękuję!!! 
za wsparcie mojemu Mężowi, mojej przyjaciółce Pauce, bez której pewnie sama bym się tam nie zapisała, mojej Rodzinie, no i oczywiście Wam, którzy tu zaglądacie i komentujecie- jesteście nieocenieni!!

Ciągle coś przeszkadza mi w planach zrobienia zdjęć w kosiumie. Myślę, że nie aż tak bardzo zmieniłam się w porównaniu z efektami po 10 tygodniach diety, do których odsyłam Was TU. Jak będę miała chwilę (i odpowiednie światło :P ) to na pewno je ogarnę!! :)

Buziaki,
pumkaska

środa, 18 czerwca 2014

Dzień 107 + ostatni trening w Gaca Wawa + mini haul

Hejka, chwilę mnie tu nie było, ale nie martwcie się, nie porzuciłam bloga. Cały czas jestem aktywna, robię wyzwania, mam do tego sporo rzeczy na głowie i jak w końcu zasiadam do komputera to tylko, żeby obejrzeć odcinek ulubionego serialu i iść spać.
Nadszedł dzień ostatniego treningu w Gaca Wawa. Jest mi z tego powodu strasznie przykro, gdyż jak wiecie, bardzo lubiłam tam chodzić. Z drugiej strony cieszę się, bo w końcu będę miała trochę więcej czasu na inne aktywności. Basen, taniec brzucha, a może kickboxing? Nie wiem, jeszcze się rozglądam. Obym z tym rozglądaniem zdążyła do końca czerwca :)
Dietę jest mi już ciężko trzymać, ze względu na to, że mi się po prostu nie chce, nie ma co ukrywać. Bycie na diecie jest dość męczące. Na razie moja waga waha się w granicach 70,5-71,5 kg w zależności od pory dnia. Nie pozwolę na to, żeby górne widełki gdzieś się rozbiegły także staram się pilnować tego, co jem, wypijać jak najwięcej wody/płynów. Sól i cukier wróciły do jadłospisu, ale są to ilości symboliczne. 
Udało mi się zejść do wagi sprzed 5 lat, w ciągu których systematycznie się tuczyłam...
Jak wyglądałam pomiędzy? Zdjęcia tutaj
(WIEM, muszę zrobić coś z włosami, teraz to widzę!)

To nie koniec mojej przygody, bo mam apetyt na więcej- CHCĘ MIEĆ ZGRABNY TYŁEK- czy żądam zbyt wiele?! Żeby dobrze wyglądał w rurkach, które uwielbiam!!
Wbrew pozorom lubię ubierać się elegancko, niestety tak uwielbione przeze mnie spódnice ołówkowe zupełnie do mnie nie pasują, nie są dla mnie korzystne. Jak mawia moja mama: spódnice rozkloszowane są dla Ciebie najlepsze! Wczoraj udałyśmy się na szalone zakupy do Galerii Mokotów i mimo swojego stanowczego zdania, mamie spodobała się wyszperana przeze mnie taka oto spódnica...
spódnica ESPRIT, rozm. 40 cena: 299 zł 75 zł (bluzka ZARA rozm. M, cena 149 zł)
Może na zdjęciu tak nie widać, ale kolor tej spódnicy jest jasnożółty, wpadający delikatnie w limonkę. Ok, jest trochę neonowa, ale co tam!!! Coś jest w tym żółtym kolorze takiego, że to nie jedyny żółty ciuch jaki ostatnio nabyłam ;)
marynarka ZARA rozm. L cena 199 zł
Do zakupu tej marynarki przymierzałam się kilka razy, aż w końcu uległam. Jest dla mnie mocno symboliczna, gdyż pierwszy raz kupiłam w Zarze coś, co nie było w największym dostępnym rozmiarze... 

Z czasem pokażę Wam więcej moich stylówek, może nawet upędzę post z jakimś outfitem, hmm :)

A jaki jest Wasz ulubiony kolor na lato?

Buziaki, 
pumkaska



poniedziałek, 9 czerwca 2014

Dzień 98 + ósme konsultacje

Na zewnątrz upały, a ja się cieszę- chyba kompletnie oszalałam. Większość osób, które mnie znają, wiedzą, że nie znoszę wysokich temperatur. A jednak! Jestem ostatnio chodzącym zadowoleniem, drobne rzeczy strasznie cieszą mnie, np. że mogę bez skrępowania chodzić z krótkich spodenkach albo że uda nie sklejają mi się przy 30 stopniach gorąca. Małe rzeczy, a cieszą...
Dzisiaj byłam na ostatnich konsultacjach w Gaca Centrum. Szczerze mówiąc, zawiodłam się trochę na sobie- nie zeszłam poniżej 70tki, ale też na ekspertce, u której dzisiaj byłam. Już Wam pisałam, że cieszę się bardzo z tego, co do tej pory osiągnęłam, że waga- może i powoli- ale jednak spada, że moje samopoczucie jest o niebo lepsze, że chce mi się ruszyć tyłek z kanapy i iść pobiegać, pójść na basen, na imprezę potańczyć. Ona jednak stwierdziła, że nie ma co wydłużać diety, że trzeba się wziąć w garść i się przyłożyć. W ogóle nie powiedziała nic w stylu: super, o to nam chodziło, przede wszystkim psychika- o nie! Jej chodzi o wyniki, o wagę, nie interesuje jej moje samopoczucie. Moja przyjaciółka była w tym samym czasie w pokoju obok u Pana Eksperta, który- mimo iż schudła niewiele, pochwalił ją, zmotywował, od razu go polubiła. Ludzie lubią być chwaleni, przeważnie działa to dla nich motywująco. Na mnie moje spotkanie tak nie wpłynęło. 

Przejdźmy do efektów:

1 konsultacje:
waga: 83,8 kg
obwód (pępek): 98 cm
biodra: 120 cm
udo: 69 cm
.
.
.
.
8 konsultacje:
waga: 70,4 kg
obwód (pępek):89 cm
biodra: 107 cm
udo: 63 cm

Podsumowanie 14 tygodni diety:
Zgubione kilogramy: 13,4 kg
Zgubione centymetry: - 28 cm

No jeszcze niestety nie zobaczyłam 6 z przodu... W następny piątek, ostatniego dnia karnetu, zważę się na tamtejszej wadze i podsumuję 4 miesiące gacowania (wrzucę też fotki w kostiumie, na których zdecydowanie najlepiej widać, jak się zmieniłam :) ). 

Buźki,
pumkaska

piątek, 6 czerwca 2014

Dzień 95 + 30 DAY RUNNING CHALLENGE

Nie po to kupiłam sobie w tamtym roku buty i bluzkę do biegania, żeby kurzyły się w szafie. Jakoś ciężko było mi się zmotywować, ale tak polubiłam wyzwania, że będę jednocześnie robić dwa. Jak wiecie, jestem w trakcie wyzwania deskowego, do którego dołączyłam wczoraj wyzwanie biegowe. Jeżeli ktoś z Was chciałby się przyłączyć byłoby super. Wyzwanie nie wydaje się być jakieś ekstremalnie trudne więc mam nadzieję, że nie zniechęcę się po trzech dniach.


Wyzwanie zaczęłam wczoraj. Zastanawiam się, czy jest to w ogóle możliwe, żebym polubiła tę aktywność. Hahaha, Pumkaska i bieganie! Ktoś chętny, żeby się przyłączyć?

Sto lat dla mnie na imieniny! :* ;P

Buziaki,
pumkaska

czwartek, 5 czerwca 2014

Dzień 94 + Love is in the air

Kocham i jestem kochana... szczęściara ze mnie!! Czego chcieć więcej?


Kochani, wszystkim Wam życzę, żebyście byli szczęśliwi, kochali i byli kochani, jeżeli jeszcze tak nie jest. Każdy na to zasługuje i trzeba w to mocno wierzyć, nie szukać szczęścia na siłę, ale rozglądać się i nie zamykać na nowo poznanych ludzi. Kto wie, może właśnie 'z tej mąki upieczecie chleb' ;)))

Ściskam Was czule,
pumkaska

wtorek, 27 maja 2014

Dzień 85 + przełomowy weekend + siódme konsultacje

To, co najgorzej wpływa na moją dietę, to imprezy okolicznościowe i wyjazdy. Jednak odkąd nawiązała się nić porozumienia pomiędzy moim ciałem a moją duszą takie sytuacje nie spędzają mi snu z powiek. Już jakiś czas temu pisałam, że zdarzają mi się odstępstwa od diety, szczególnie było to zauważalne w ostatnim miesiącu (zresztą wyniki mówią same za siebie). Ja się jednak nie przejmuję, nie wyznaczam sobie celów niemożliwych do zrealizowania, typu zrzucenie od 3-5 kg w dwa tygodnie ( a taki spadek zakłada się przy stosowaniu tłuszczówki). Coraz bardziej podobam się sobie, bardziej odważnie dobieram stroje, nie przejmuję się spojrzeniami innych (prawie). Szczerze Wam powiem, że obgadywanie mnie przez innych zaczęło budować moją pewność siebie, a nie rujnować, jak to się działo do tej pory.
W weekend bawiłam się na weselu i poprawinach u kuzynki. Razem ze świadkową tworzą duet (jedna rozmiar ze 44, druga 48), który ostro obrabia dupę mi i mojej najbliższej rodzinie. A wiecie, co ja na to? Ja mam na to kompletnie wyj*****. Co więcej, ich zawistne spojrzenia tylko dodały mi skrzydeł. Warto się odchudzać, żeby zaznać takiej dzikiej satysfakcji. 
Największym i najdziwniejszym komplementem ever uraczył mnie podczas owego wesela mój mąż: Zachowujesz się tak, jakby Ci ktoś łopatą w łeb przyłożył! Tłumacząc się przy tym, że to oczywiście w pozytywnym tych słów znaczeniu. Chodziło mu o to, że jestem weselsza, bardziej ochoczo podchodzę do zabawy, chce mi się tańczyć i wariować na parkiecie. 
Wczoraj był piękny dzień. Razem z mężem wzięliśmy wolne i razem z siostrą i jej P. wybraliśmy się do parku w Wilanowie. Pogoda była cudna, atmosfera jeszcze lepsza. Wieczorem, razem z rodzicami świętowaliśmy Dzień Matki. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak wspaniale spędziłam dzień... Rodzina jest moją siłą!
Nie wiem jeszcze, jak odbierać to, że ludzie się na mnie gapią. Są dwie opcje: albo wyglądam dobrze albo odsłaniam za dużo, ważąc jednak jeszcze nie mało. Heh to też jest mi obojętne :)
Wczoraj byłam na kolejnych konsultacjach, opłaciłam wcześniej abonament 1-miesięczny, który prawdopodobnie będzie moim ostatnim. Jest mi smutno, bo bardzo lubię tam chodzić, ale z drugiej strony bardzo chcę zakosztować innych aktywności, wciąż po głowie chodzi mi basen i kickboxing. Niektórzy myślą o mnie jak o nienormalnej, jak słyszą, że to musi być coś wspaniałego- zmęczyć się tak, żeby się porzygać  Kurde, to musi być coś, a z tego co słyszałam, na kickboxingu o to nie trudno! :))) Może ktoś chce mi coś polecić w Warszawie?

Krótkie podsumowanie:

1 konsultacje- dzień 1
waga: 83,8 kg
obwód (pępek): 98 cm
biodra: 120 cm
udo: 69 cm

7 konsultacje- dzień 84
waga: 71 kg
obwód (pępek): 89 cm
biodra: 110 cm
udo: 64 cm

Podsumowanie 12 tygodni diety:

Zgubione kilogramy: -12,8 kg
Zgubione centymetry: - 24 cm

Dlaczego ten weekend był przełomowy? Bo ożyłam, wierzę w siebie mocniej niż kiedykolwiek wcześniej, rodzina jest dla mnie najważniejsza i nie pozwolę nikomu jej skrzywdzić- boi bliscy są moją siłą. Kocham ich bardzo i chcę im to pokazać. Zaczynam lubić siebie, a to jest dla mnie nowe...

Weselnie...


A jak Wam minął weekend?

Buziaki,
pumkaska

piątek, 23 maja 2014

Dzień 81 + Upalne dni

Na prawdę trudno mi sobie przypomnieć lato, z którego się cieszyłam. Prawdopodobnie dlatego, że takiego nie było. Gdy tylko przychodziły ciepłe dni i nie dawałam już rady wytrzymać na zewnątrz w choćby najcieńszym trenczu to był znak, że czas odsłonić zwałki. Jedyna myśl, która mi wtedy towarzyszyła wiązała się z nadziejami szybkiego nadejścia jesieni. Jak zapewne zauważyliście, okres lata i pięknej pogody wydłuża się z roku na rok, przez co grubsze osoby ubolewają, ubolewałam i ja. Całe lato potrafiłam przechodzić w rajstopach tylko po to, żeby mi uda nie obcierały. Ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę, 35 st. na zewnątrz a ja popylam w rajstopach - oszalała! A jak rajstopy to i kiecka- spódnica, sukienka- nie miało to dla mnie większego znaczenia. Jedyny wyznacznik odpowiedniego stroju była długość - do kolana lub dalej, nic innego nie brałam pod uwagę. Luźne płócienne spodnie nie były dla mnie- nie mogłam patrzeć na opięte w nich uda. Taaaa... spódnica, rajstopy i kryte baletki, no bo przecież japonek do rajstop nie założę! 
Moją ulubioną była dżinsowa spódnica za kolano, w której wyglądałam na prawdę strasznie (jasne, że byli uprzejmi ludzie, którzy tak mówili, ale ja wiedziałam lepiej). Jak się nie ma co się lubi, to tak się nosi ciuchy, w których wygląda się źle, tylko dlatego, bo się w nie mieścimy. 
Mam też małą obsesję na punkcie swoich ramion i tzw. firanek. Teraz, ćwicząc, bardzo się na nich skupiam, skrupulatnie wykonuję wszystkie serie i walczę o nie-falujące w tańcu zwisy. Jeszcze długa droga przede mną, ale wierzę mocno, że można się ich pozbyć, a przecież wiara czyni cuda!!
Wciąż mam problem z odsłonięciem nóg, ale powoli się to zmienia- długość delikatnie nad kolano już mnie nie razi, nie to co kiedyś, jak noga stanowczo rozszerzała się ku górze, zaczynając już od połowy kolana. Prawdopodobnie było to w okolicach grudnia 2012, kiedy jak grom z jasnego nieba uderzyła we mnie waga z tymi piekielnymi liczbami (potem dobiły mnie zdjęcia ze świąt). 
Oj tak, środkowa część mojego ciała to mój największy ból, odchudzenie się w tych okolicach porównuję do odnalezienia Świętego Graala, almost impossible! Ale nikt przecież nie powiedział, że nie jest to możliwe (poza paroma złośliwymi osobami) wiec why not?! 
Mówiłam Wam już, jak uwielbiam lody? I nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żeby im odmówić. Niestety, jest to chyba mój największy nałóg i ciężko mi sobie ich odmówić. Zazwyczaj wybieram te śmietankowe wersje, ale ostatnio palcem wskazuję na te bardziej wodniste, usprawiedliwiając się przy tym jak się tylko da. Pogoda ewidentnie sprzyja wszelkim pokusom schładzania organizmu i ja się temu poddaję bez dłuższego zastanowienia. W końcu nie można rezygnować ze wszystkich przyjemności, dieta dietą, ale samopoczucie jest jednak najważniejsze. Ja się cieszę z tego co już osiągnęłam, nie do końca mam na myśli wagę, ale stan mojej psychiki i samozadowolenia, nastawienia do życia i podejścia do jedzenia.
Jestem z siebie zadowolona, ale nie poddaję się i chcę dalej walczyć! Powoli zaczynam też lubić się z latem...


A Wy lubicie lato czy z chęcią pozbylibyście się tego okresu z kalendarza?

Buźki,
pumkaska



poniedziałek, 19 maja 2014

Pierś z kurczaka na obiad wg Gaca System

Dzisiaj na tapetę bierzemy pierś z kurczaka. Przez ostatnie prawie trzy miesiące, to właśnie pierś z kurczaka gościła na moim talerzu najczęściej. Niestety, jeszcze nie mogę sobie pozwolić na tak doborowe towarzystwo w postaci kaszy, ale to już kwestia prawdopodobnie kilku tygodni, za to sama pierś wychodzi całkiem smaczna. Przepis  pochodzi z Gaca Magazyn (kwiecień 2014). A więc bez zbędnych ceregieli przechodzę do konkretów:

PIERŚ Z KURCZAKA Z BROKUŁEM, MARCHEWKĄ, GROSZKIEM I KASZĄ GRYCZANĄ

Składniki
120 g piersi z kurczaka
50 g brokuła
50 g marchewki z groszkiem
50 g kaszy gryczanej (waga suchego produktu)
1 łyżka oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
papryka słodka
pieprz biały
kurkuma
2 plasterki cytryny

Przygotowanie
Na desce rozkładamy folię aluminiową. Na środku układamy pokrojony w plasterki czosnek i plastry cytryny. Pierś dokładnie nacieramy pieprzem, kurkumą i papryką, po czym układamy ją na czosnku i cytrynie. Zawijamy folią. Odkładamy do lodówki na noc. Następnego dnia wkładamy zawiniętą pierś do piekarnika i pieczemy w temp. 180 st.C przez około 20 minut. Brokuły, marchewkę i groszek gotujemy do miękkości. Kaszę przebieramy, wrzucamy na wrzątek i gotujemy przez 20 minut. Po wyłożeniu wszystkiego na talerze, kurczaka polewamy oliwą.

SMACZNEGO!!

czwartek, 15 maja 2014

Dzień 73 + FOTOpodsumowanie 10 tygodni i wyzwania #1

Hejka! 

Dzisiaj wydarzyło się kilka miłych rzeczy, a mianowicie: zarejestrowałam na blogu ponad 250 wejść - dla mnie to sukces; ponadto kilka osób w pracy zauważyło, że się zmieniłam, że wyładniałam, że "znikam w oczach" oraz obrabiając zdjęcia w końcu dotarło do mnie, że rzeczywiście troszku mnie ubyło. W lustrze z trudem to dostrzegałam i dopiero zestawienie zdjęć do kupy mi to uświadomiło. W poniedziałek minęło 10 tygodni gacowania (zdjęcie tabelki z wynikami na potwierdzenie tego, że nie ściemniam), a dzisiaj zakończyłam wyzwanie przysiadowe (juuupi, ale się nakucałam = 3295 razy !!!).



Doooobra, starczy gadania, przejdżmy do konkretów:



Dodam, że mój cellulit z brzucha zniknął całkowicie, na tyłku i udach jeszcze ze mną walczy, ale powoli go wykończę. No i na koniec sprawdźmy, jak to się ma do ciuchów...


Spodnie, mimo, że kiedyś przeze mnie uwielbiane, nie leżą zbyt dobrze, także muszę się zastanowić, co z nimi począć. Od jutra zaczynam nowe wyzwanie- deskę.



Ktoś się przyłącza??? :)

Buziaki i dobranoc,
pumkaska


UPDATE 16.05.2014: Perfekcyjna plank pozycja poniżej :)
źródło

poniedziałek, 12 maja 2014

Dzień 70 + szóste konsultacje + dwudziesty ósmy trening

Hejka!! Dzisiejszy dzień powoli się kończy, a ja odetchnęłam z ulgą, że zanotowałam kolejny spadek wagi. Jak już Wam wspominałam, weekend majowy nie sprzyjał mojej diecie, tym bardziej jestem zadowolona chociażby z tak niewielkiego sukcesu.

1 konsultacje - dzień 1
waga: 83,8 kg 
obwód (pępek): 98 cm 
biodra: 120 cm 
udo: 69 cm

2 konsultacje- dzień 14 
waga: 78,4 kg  -  5,4 kg                  
obwód (pępek): 96 cm  - 2 cm
biodra: 116 cm  - 4 cm
 udo: 67 cm  - 2 cm


3 konsultacje - dzień 28 
waga: 76,2 kg   - 2,2 kg
obwód (pępek): 94 cm  - 2 cm
biodra: 115 cm  - 1 cm 
udo: 67 cm  - 0 cm


4 konsultacje - dzień 42 
waga: 75,2 kg  - 1 kg                                
obwód (pępek): 94 cm  
- 0 cm                          
biodra: 114 cm  - 1 cm                              
udo: 66 cm  
- 1 cm                                               

5 konsultacje - dzień 56 
waga: 72,8 kg  - 2,4 kg                        
obwód (pępek):  92 cm 
 - 2 cm                  
biodra: 112 cm  - 2 cm                        
udo: 64 cm  
- 2 cm

6 konsultacje - dzień 70 
waga: 71,8 kg  - 1 kg                        
obwód (pępek):  91 cm 
 - 1 cm                  
biodra: 112 cm  - 0 cm                        
udo: 64 cm  
- 0 cm


Podsumowanie 10 tygodni diety:

Zgubione kilogramy: -  12 kg 
Zgubione centymetry: -  20 cm

Jak widzicie, wynik nie jest zbyt spektakularny, ale cieszę, że w ogóle coś spadło. Dziękuję pięknie tym, którzy mnie wspierają i nie gadają, że jestem "sucha" albo, że "już mi starczy". O takich zachowaniach byłam uprzedzana więc spokojnie, nic nie wskóracie. 

Dostałam dzisiaj 'nową' starą dietę, czyli tłuszczówka kurczakowo-warzywna przez 4 dni, potem przez 3 dni calkiem normalnie: nabiał, wasa, warzywa, kurczak, drugi tydzień wygląda jak pierwszy. Damy radę!

Trening został wzbogacony o następne 3 ćwiczenia na ręce i nogi (na przyrządach) oraz 4 dodatkowe serie na brzuch. Cały trening, razem z bieżnią i rowerkiem, trwa już ok. 2 h. Jest ciężko!

Jeszcze w tym tygodniu pojawią się zdjęcia podsumowujące wyzwanie przysiadowe.

Buziaki,
pumkaska

piątek, 9 maja 2014

Dzień 67 + dwudziesty siódmy trening + PLUSY & MINUSY

Pewnie nie wspominałam, że długie weekendy poza Warszawą mi nie służą- chodzi mi oczywiście o dietę. Nie wiem dlaczego, ale jest to dla mnie wybitnie trudne nie sięgnąć po coś "zakazanego": pieczywo, owoce, słodycze... Cały czas, sięgając z założenia po odrobinę, na tym nigdy nie kończę. Nie ukrywam, że zdarzają mi się wpadziochy, a największą zaliczyłam w weekend majowy. O rany, co to były za uczty, głównie cukierkowe. Aaaa powiedziałam to! 

Założyłam sobie, że do Gacy będę chodziła trzy miesiące, czyli do końca maja. Wyłącznie ze swojej winy, nie osiągnęłam oczekiwanego wyniku, ale wiecie co? Dobrze mi z tym. Chcę chudnąć przede wszystkim w swoim tempie, nawet z potknięciami, ale częściowo po mojemu. Na bank, po zakończeniu diety ściśle się jej trzymając przez cały czas, rzuciłabym się na żarło. No jestem o tym przekonana!!! Zostały niecałe trzy tygodnie, a ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że chcę tam zostać jeszcze trochę. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież mam już 5 różnych dwutygodniowych diet i wiem, jakie ćwiczenia wykonywać, więc spokojnie mogłabym przerzucić się na zwykłą siłownię (za ok. 150 zł, prawie 300 zostaje w kieszeni), trzymać się diety i działać. Ale uwierzcie mi, że te co dwutygodniowe mierzenie i konsultacje dają takiego kopa w tyłek, że za każdym następnym razem chce się człowiek pochwalić nawet najmniejszym wynikiem. Nie ważne czy to kilo czy pięć, ważny jest jakikolwiek progres, przynajmniej dla mnie. Poza tym płaci się również za komfort ćwiczenia tam. Chodziłam już na różne siłownie, fitnesy, zumby i baseny. Przeważnie ja byłam tą największą, co wcale nie poprawiało mi humoru. Do Centrum przychodzą osoby ważące powyżej 100, 150, a nawet 200 kg. Wszyscy mają ten sam cel, wszystkich łączy jedno- wytopić tłuszcz- i to jest super, tam po prostu chce się chodzić, patrzeć jak ludzie się zmieniają, jacy są szczęśliwi, że w końcu ktoś ich nakierował na dobre tory, micha sama się cieszy!!
Dlatego też prawdopodobnym jest, że zostanę tam do końca czerwca. Bardzo chciałabym zejść to 62-65 kg i mam nadzieję, że do tego czasu mi się uda.

GACA PLUSY:
- atmosfera w Centrum, życzliwi ludzie, ludzie mający wspólny cel
- wbrew pozorom: pomiary i konsultacje (monitoring postępów)
- dobra lokalizacja (jestem szczęściarą, bo mam do Centrum 2 przystanki autobusem)
- ćwiczenia wchodzą w nawyk, w wolne dni ciało podświadomie upomina się o ruch
- efektowny początek, który mocno motywuje do działania

GACA MINUSY:
- cena (o niej tutaj)
- mało sprzętu do ćwiczeń flexi: ciężarków, maszyn, bywa, że trzeba czekać w kolejce
- namawianie ludzi na suplementację (ja stosowałam tylko przez pierwszy miesiąc i dobrze mi z tym)

Jak mi się coś przypomni to dopiszę.

Na koniec migawki z treningu...


.
.. i megaMOTYWATOR!!! Można?? Można!!!
źródło

Buziaki,
pumkaska