poniedziałek, 31 marca 2014

Dzień 28 + trzecie konsultacje + dwunasty trening + FOTOPODSUMOWANIE

Tak! Minął już prawie miesiąc, odkąd zaczęłam swoją walkę, swoją ostatnią dietę w życiu. Szybko przechodzę więc do podsumowania centymetrowo-wagowego:

1 konsultacje - dzień 1
waga: 83,8 kg
obwód (pępek): 98 cm
biodra: 120 cm
udo: 69 cm

2 konsultacje- dzień 14
waga: 78,4 kg
obwód (pępek): 96 cm
biodra: 116 cm
udo: 67 cm

3 konsultacje - dzień 28
waga: 76,2 kg
obwód (pępek): 94 cm
biodra: 115 cm
udo: 67 cm

Zgubione kilogramy: - 7,6 kg
Zgubione centymetry: - 11 cm

Powiem Wam, że bardzo mnie cieszą te wyniki. Może nie chodzi mi o samą wagę, ale o samopoczucie, które zdecydowanie mam lepsze niż wcześniej. Zmiany bardzo pozytywnie odbijają się na stosunkach z moim mężem, można powiedzieć, że bardziej mi się wszystkiego chce. Nie zmywam go, chętniej myślę o wszelkich aktywnościach, jeździe na rowerze, wyjściu na basen, spacerze. Czuję się lepiej we własnej skórze, a co jest lepsze- chce mi się trwać w tym dalej, chce więcej. Osiem kilo to dla mnie za mało. Zdecydowanie jest to uzależniające!

Nie odbyło się bez potknięć, przez co mam na myśli omijanie posiłków. Czasami nie byłam w stanie je w siebie wcisnąć. Za to mogę się pochwalić tym, że nie złamałam żadnej z głównych zasad!

Nowa dieta jest do przyjęcia, choć trudno ją tak na prawdę nazwać nową, gdyż jest to pomieszanie poprzednich diet. Z 14 kolejnych dni, tylko 5 będzie kurczakowo-warzywne (akurat wypadną na czas wyjazdu do Manchesteru więc siostra powinna sobie ze mną poradzić). Reszta będzie całkiem smaczna, będą m. in. płatki owsiane i owoce, jogurt naturalny i kefir, więc myślę, że dam radę!

Zrobiłam sobie zdjęcia, kiedy ważyłam ok. 84 kg (zdj. po lewej), i dzisiaj z wagą ok .76 kg (zdj. po prawej). Niestety, nie za bardzo jeszcze to widać zmiany. Ze względu na to, że obiecałam, to je wrzucę. Z góry przepraszam swoich znajomych i rodzinę, którzy tu zaglądają, za widoki. Wiem, że nie jest to nic pięknego i zwykle-ubrana i umalowana wyglądam lepiej :]




No musicie przyznać, że ciężko zauważyć różnicę. Mam jednak jeszcze jedno zdjęcie, dzięki któremu łatwiej uwierzyć, że się "kurczę" :) W poniższych spodniach ostatni raz chodziłam, jak poznałam mojego męża (ważyłam ok. 73 kg). Na razie są dość ciasne, ale bez problemu się w nich zapięłam, także niewiele mi już brakuje, żeby móc znów swobodnie w nich śmigać.



Kurcze, nigdy nie sądziłam, że się odważę wstawić swoje "roznegliżowane" zdjęcia. Mam nadzieję, że nikt z Was nie zwymiotował ;P
Liczę, że za miesiąc zmiany będą bardziej widoczne. Za cel stawiam sobie 6 z przodu na wadze :) Zobaczymy, co z tego wyjdzie...


Dziękuję tym, którzy mnie wspierają!!!

Buziaki,
pumkaska

czwartek, 27 marca 2014

Dzień 23 + dziesiąty trening

Wczoraj zdecydowanie nie był mój dzień. Humor mi nie dopisywał z różnych powodów, m.in. dlatego, że od piątku nie zarejestrowałam żadnego spadku wagi, nawet jednego deko. A jak każda odchudzająca się osoba wiem, że to jest jednak jeden z najsilniejszych motywatorów. Muszę się odzwyczaić i nie ważyć co trzy dni, a maksymalnie raz na tydzień. Dzisiaj już jest mi lepiej. Jeszcze tylko jutro mój jadłospis ograniczony jest do kury i brokułów, z czego się niezmiernie cieszę.
Na wczorajszy trening szłam lekko ospała, zdemotywowana. Jedyne, co mi pomaga to to, że nie idę tam sama. Pauka, bez Ciebie umarłabym z nudów na tym rowerku!!
Wkurzona jestem strasznie od soboty, kiedy to przelatujący ptak postanowił oznaczyć moje jedyne czarne spodnie, bazę do moich stylówek do pracy. Chodziłam w nich praktycznie codziennie, moje ulubione "spogginsy". Wrrr! Musiałam wyciągnąć z szafy jakieś stare sukienki, które już nie najlepiej wyglądają. Ponadto jedne dżinsy, w których popylałam przed 'czarnymi', są już dla mnie trochę za luźne, co nie wygląda za estetycznie, szczególnie w nogawkach. Także nie mam w czym chodzić, a na zakupy nie mam kasy. O! 
W następną sobotę lecę do siostry do Manchesteru, więc mam nadzieję tam coś upolować!!

Buźki,
pumkaska

poniedziałek, 24 marca 2014

Dzień 21 + dziewiąty trening

Nie będę się dzisiaj zbytnio rozpisywać. Ostatnie trzy dni były świetne, a to dzięki menu. Jogurt naturalny z jabłkiem i orzechami laskowymi mogłabym wciągać cztery razy dziennie, siedem dni w tygodniu. Niestety, od jutra powraca brokuł. Do tego trochę kurczaka i jedziemy z koksem przez następne cztery dni. 
W miniony piątek smażyłam rodzicom rybkę. Nie powstrzymałam się i chwyciłam ogonek, ugryzłam i wyplułam. Bleh- przesolona! Wszystkim oprócz mnie bardzo smakowała. Co te trzy tygodnie ze mną zrobiły?! Ciekawa jestem, czy to samo odczucie miałabym w przypadku kruchych ciasteczek w polewie czekoladowej (mniam!!). Na razie się tego nie dowiem, zbyt silną wolę w sobie wypracowałam, aż puchnę z dumy! :)))
Dzisiejszy trening minął dość szybko, jednak zmęczyłam się znacznie bardziej niż na poprzednich. Mimo szybkiego tempa ćwiczeń nie mogłam osiągnąć, a potem z trudem utrzymywałam wyznaczony odpowiedni dla mnie puls. Wydaje mi się, że taka jest prawidłowa tendencja. Wzmacnia się moja wytrzymałość, wolniej się męczę, dlatego też z w każdy trening muszę wkładać coraz to więcej siły (a może urządzenia szwankują? :)). 
A jak tam Wasze postanowienia i postępy? Albo jakieś grzeszki, które chcecie wyznać?

Buziaki,
pumkaska
 

sobota, 22 marca 2014

Dzień 19 + ósmy trening

Dzisiaj od samego przebudzenia zaatakował mnie straszliwy ból głowy. Ciężko jest mi się wyspać bez mojego ukochanego jaśka, którego niestety nie zabieram na krótkie wyjazdy i taki jest tego finał. Tabletka, woda i po krzyku. Dzisiaj ostawiłam brokuły na bok, niestety tylko do poniedziałku. Od wtorku, przez cztery dni, znowu będą ze mną trzy razy dziennie. Obecnie przez trzy dni mam bardziej zróżnicowany jadłospis, przez co od razu humor mam lepszy. Na przykład takie płatki kukurydziane- niby nic takiego, a dla mnie niebo w gębie. Do tego doszło trochę owoców i orzechów. Niby niewiele, ale zawsze coś- cieszę się, jak małe dziecko na widok lizaka. 
Czuję i widzę, że się zmieniam. Jak już przeczołgam się przez pierwszy miesiąc to pokażę Wam różnicę, między tym co było w grudniu 2012 (ważyłam 15 kg więcej niż obecnie), przed rozpoczęciem gacowania  i cyknę sobie jakąś fotkę 'po miesiącu z Gacą'. Sama jestem ciekawa tego porównania. 
Wczoraj o poranku, w okolicach godziny 8 pewnym krokiem wkroczyłyśmy z Pauką do Centrum. Ludzi mało, idealnie. Z racji tego, że przybyłyśmy tam bezpośrednio ze swoich domów, nie traciłyśmy czasu na przebranie, zmieniłyśmy tylko buty i ogień. Wiedząc, że po treningu wypijemy meal drinka o ulubionym smaku, szybko zabrałyśmy się do ćwiczeń. Brzuszki, bieżnia, rower i półtorej godziny minęło jak z bicza strzelił. W zależności od humoru, nastawienia i chęci trening mija nam albo szybciej albo wolniej. Po poprzednich dwóch treningach cierpię na zakwasy na brzuchu. To znak, że się mięśnie obudziły po zimie i czas ich trochę poużywać- bardzo lubię taki ból, bo świadczy o tym, że coś się dzieje.
Koniec gadania, przydałoby się coś zjeść :)

Słonecznego dnia Wam życzę,
pumkaska

środa, 19 marca 2014

Dzień 16 + siódmy trening

Mówiłam już, jak bardzo lubię brokuły? Nie? No właśnie, z pewnością nie mówiłam, bo tak nie jest. Niestety muszę się z nimi pomęczyć przez cztery dni-zostały dwa, trzy dni przerwy i znowu brokuły przez cztery dni. Aaaa! Ale dam radę, bo z każdym dniem jest lepiej, czuję to. 
Dziś trening minął nam dość szybko. Razem z Pauką nie mogłyśmy doczekać się smakowitego meal drinka, który ostatnio pijemy po treningu. Ja dzisiaj spróbowałam smaku czekoladowego z kokosem, a po poprzednim treningu wzięłam truskawkowy. Muszę przyznać, że smakowały niebiańsko, jak shaki z Maca :) Na prawdę warto jest wylać z siebie trochę potu za taką "nagrodę". Sprawdziłam kaloryczność tego napoju w necie- to raptem 115 kcal- bosko! Mój umysł może dziś spać spokojnie...

Dobranoc!

Dieta NIE dla ubogich, czyli ile kosztuje odchudzanie w Gaca Wawa

Jestem już po drugich konsultacjach, także dokładnie mogę wyliczyć koszty, jakie trzeba ponieść, w związku z odchudzaniem się w Gaca Wawa. Powiem Wam, tanio nie jest, stąd też mocny tytuł dzisiejszego posta. Nie będę się specjalnie rozgadywać na temat kosztów samego jedzenia, gdyż jest to zależne od tego, w jakim sklepie robimy zakupy. To, co mogę z pewnością przyznać, to to, że na jedzenie wydaję znacznie mniej kasy, niż jakbym nie była na diecie. Ale jest to dość oczywisty wniosek. Wiadomo, jestem na diecie to nie kupuję batonów, czipsów, słodkich napojów, czekolad, przypadkowych rzeczy itp. itd. W przeciwieństwie do listy zakupów od Ewy Chodakowskiej, moja jest znacznie krótsza. Dieta w Gaca Wawa jest mało skomplikowana, co niezmiernie mnie cieszy.
Poniższe zalecenia są dostosowane do mnie więc piszę, ile mnie to kosztuje. Najtańszy pakiet miesięczny to koszt 429 zł. Ja zapłaciłam w przedsprzedaży 399 zł. Oprócz planu treningowego i opieki trenerów, cena zawiera przede wszystkim 2 konsultacje z ekspertem, na których omówione zostały plan odchudzania, dieta (każdy tydzień wygląda inaczej, a nie tak, jak to opisują w internecie), postępy. Już na pierwszym spotkaniu wskazane zostały mi tabletki, które trzeba łykać dwa razy dziennie. Ich koszt to 49 zł, a jedno opakowanie starcza na miesiąc. Ponadto, wskazanym jest też picie pewnego produktu, który zakupuje się w aptece. Ja za niego zapłaciłam 27 zł, jego opakowanie też powinno starczyć na miesiąc. W drugim tygodniu, po każdym z trzech treningów zalecone mi zostało picie pewnego napoju, jego koszt to 6 zł plus pewny środek dolewany do wody- 2 dozowania, 1 zł za każde, ja brałam 1 dozowanie. Ponadto, jak nie masz wody to na miejscu możesz nabyć 0,5 l opakowanie wody za 2 zł, uważam, że to dobra cena. Na drugich konsultacjach zalecone zostały mi kolejne tabletki do łykania. Cena za opakowanie to 99 zł, też starczy mi na miesiąc. W trzecim tygodniu diety zmieniały mi się zalecenia co do napojów "po treningu". Teraz napój, który piję, kosztuje 8 zł. Nie trzeba natomiast kupować już tego środka dozowanego do wody. Na drugich konsultacjach zaproponowano mi jeszcze jedne tabletki, których nie kupię, a ich cena w internecie to ok. 87 zł.

Podsumowanie minimalnych kosztów pierwszego miesiąca dietowania:
- "karnet" 429 zł
- tabletki #1 49 zł
- tabletki #2 49,5 zł (liczę połowę z 99 zł, bo tabletki te łyka się od 3 tygodnia)
- środek z apteki 27 zł
- napoje po treningu (1-2 tydzień, zakładając, że nie mam swojej wody) 3 x 2zł + 3 x 6 zł + 3 x 2 zł = 30 zł
- napoje po treningu (3-4 tydzień) 6 x 8 zł  = 48 zł
- środek, z którego zrezygnowałam 43,5 zł (liczę połowę z 87 zł, bo tabletki powinnam łykać od 3 tygodnia)

SUMA: 642,5 zł / pierwszy miesiąc (ew. 686 zł, jakbym łykała wszystko, co zalecono) + jedzenie.

Jak na to patrzę to rzeczywiście kwota jest zawrotna. Umówmy się, na pewno nie są to pieniądze, na których wydanie zdecyduje się przeciętny Polak. 

Pytanie, które zapewne ciśnie się na usta każdemu, który to czyta: Czy warto? Na tę chwilę, mogę szczerze powiedzieć, że tak. Wiem, że zdecyduję się na kolejny miesięczny karnet. Nie jestem natomiast przekonana, czy zdecyduję się na zakup suplementów. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. 

Dlaczego warto?
Bo dieta przynosi efekty, bo atmosfera w Centrum jest super, ludzie są życzliwi, a trenerzy pomocni. Tego nie da Ci zwykła siłownia i dieta z internetu. Osobiście bardzo lubię tam chodzić, sprawia mi to przyjemność, nic nie jest za kare. Był to mój świadomy wybór i z pewnością go nie żałuję. A że program kosztuje nie mało? No cóż, nie od dziś wiadomo, że coś za coś. 

Buziaki,
pumkaska


poniedziałek, 17 marca 2014

Dzień 14 + drugie konsultacje + szósty trening

Nadeszła chwila, na którą czekałam dwa tygodnie. Może nie z utęsknieniem, ale na pewno z ogromną ciekawością, co pokaże dziś waga i centymetr. Po dotarciu do Centrum najpierw poszłam się przebrać, żeby od razu po konsultacjach czmychnąć na trening. Punkt pomiarowy, ja cała spięta, pomiarowczyni jak zwykle uśmiechnięta ale i spocona (klima się popsuła).  Ale oto jest, aktualna waga: 78,4 kg. Oł je, o to mi właśnie chodziło. Wydaje mi się, że każda pomiarowczyni ma swój sposób mierzenia obwodu w talii, bo wydaje mi się, że to właśnie brzuch mi się najbardziej "ruszył"- tak niestety mają gruszki- chudną najpierw z górnych partii ciała.

Podsumowanie dwóch tygodni dietowania:

1 konsultacje - dzień 1
waga: 83,8 kg
obwód (pępek): 98 cm
biodra: 120 cm
udo: 69 cm

2 konsultacje- dzień 14
waga: 78,4 kg
obwód (pępek): 96 cm
biodra: 116 cm
udo: 67 cm

Zgubione kilogramy: -5,4 kg
Zgubione centymetry: -8cm

Podejrzewam, że przez następne dwa tygodnie nie będzie już tak dobrze, ale i tak dostałam dużego kopa i powera i wiem, że będzie dobrze. Dawno już nie widziałam 7 z przodu na wadze, a żeby zobaczyć 6 jestem gotowa na na prawdę dużo.

Nowa dieta bardzo mi się podoba. Przez pierwsze 4 dni jem drób i warzywa, a kolejne 3 dni są już bardziej urozmaicone. Płatki kukurydziane, mleko, owoce, jogurt naturalny, ser biały, drób, warzywa- to z grubsza to, co będę jeść przez najbliższe dwa tygodnie.

Trening wydłużył się o jakieś pół godzinki. Do rowerku dołączyła bieżnia i brzuszki. Razem z Pauką miałyśmy dzisiaj mały kryzys, około pół godzinki przed końcem treningu. Pewnie dlatego, że normalnie o tej godzinie wstałybyśmy od rowerka, zawinęły ręcznik pod pachę i fru do domu. Ale nieeee! Trzeba było spiąć poślady i dokończyć to, co się zaczęło.

Generalnie jestem mega pozytywnie nastawiona na te nadchodzące dwa tygodnie. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się w 100% (lub prawie) przestrzegać diety. Jest moc!

Buziaki,
pumkaska

piątek, 14 marca 2014

Otyłość a ciąża

Ostatnio koleżanka zapytała mnie, dlaczego się odchudzam, skoro w niedługiej przyszłości chciałabym zajść w ciążę więc pewnie po urodzeniu znowu będę się odchudzać. A to zapewne dlatego, że być otyłą w ciąży jest po prostu niebezpieczne. 

źródło
Na początku warto zaznaczyć, że u kobiet z nadwagą i otyłych zmniejszona jest płodność, a zrzucanie zbędnych kilogramów tą płodność podnosi.

Jeżeli jesteśmy już w ciąży to bardziej od szczupłych koleżanek narażone jesteśmy na problemy z cukrzycą, przyspieszonym biciem serca, wahaniami ciśnienia tętniczego, zapaleniem dróg moczowych, kamicą pęcherza żółciowego, żylakami podudzi. Może nawet dojść do dusznicy bolesnej.

Jak zapewne potwierdzi każda kobieta, najbardziej stresujący i bolesny okres ciąży to poród. Jeżeli wystąpiłaby potrzeba cesarskiego cięcia- co bardzo często zdarza się u 'większych' kobiet z nadciśnieniem, zbyt duża ilość tłuszczu w okolicach podbrzusza może stanowić problem w wykonaniu cięcia i przedostaniu się do macicy. Problemem może też być znieczulenie dokanałowe i utrzymanie drożnych dróg oddechowych. Przeważnie jest tak, że duże kobiety rodzą duże dzieci, co ma znaczący wpływ na przebieg porodu. Może dojść do tzw. dystocji barkowej, czyli po urodzeniu główki płód się zatrzyma, bo barkami zahaczyło o łuk łonowy, co może spowodować u dziecka porażenie splotu ramiennego. Przez wydłużoną akcję porodową kobiety tracą dużo krwi, co może pociągnąć za sobą nawet konieczność transfuzji. 

Ponadto, kobietom otyłym dłużej goi się rana poporodowa, co oznacza, że jest ona bardziej podatna na wszelkie zakażenia. Macica obkurcza się wolniej niż powinna, dlatego też często potrzebne jest wsparcie farmakologiczne. Zwiększa się też ryzyko zapalenia śluzówki macicy i okolic intymnych, a ze względu na zmniejszoną produkcję prolaktyny, mogą wystąpić problemy z laktacją.

Nawet, jeżeli większe kobietki dobrze się czują podczas ciąży, nie wystąpią u nich powyższe schorzenia, trzeba pamiętać, że nadwaga może mieć wpływ na rozwój dziecka. Kobiety, których BMI przekracza 30, częściej rodzą dzieci z wadami serca, układu nerwowego, pokarmowego czy przepukliną pępkową.

Dlatego też, zaleca się, aby przyszłe matki zrzuciły przed ciążą kilka(naście) kilogramów, a te, które spodziewają się już dziecka, nie powinny przytyć w ciąży więcej jak 9 kg.

Z racji tego, że sama jest na etapie planowania ciąży, zaskoczona pytaniem koleżanki, postanowiłam zgłębić temat, a przez to jeszcze bardziej zmotywować się do odchudzania. Mam kolejne powody ku temu, że to co robię jest słuszne, mam cel i dobrze mi z tym.

Jeżeli zajrzą tu czytelniczki, które zechcą się podzielić swoimi doświadczeniami, będę im bardzo wdzięczna za praktyczny obraz takiej sytuacji.

Ściskam Was mocno,
pumkaska






środa, 12 marca 2014

Dzień 9 + czwarty trening

Ta dieta jest zdecydowanie lepsza od tej, jaką maltretowałam w zeszłym tygodniu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że owsianka jest taka smaczna. Coś mi się wydaje, że nawet po zakończonej diecie pozostanie ze mną na dłużej. Grejpfruty uwielbiam, szczególnie te zielone, słodziutkie. Niestety, jak robiłam zakupy nie mieli ich na stanie ( a może to nie sezon na nie?), ale czerwonymi też się zadowolę. Omnomonom!

Wszędzie towarzyszy mi woda. Tak się 'rozpiłam', że co chwilę mam wrażenie ciągłej suchoty w buzi, jakby organizm przypominał mi, że już czas uzupełnić płyny. Raczę się też przynajmniej dwoma herbatami dziennie.
Na ostatnim treningu, o czym chyba nie wspomniałam, miałam problemy z utrzymaniem odpowiedniego tętna. Niestety, podejrzewam, że dzieje się to dlatego, że zdecydowanie za mało wtedy zjadłam. Serce mi mocno kołatało, przez co musiałam zmniejszyć tempo ćwiczeń, co wręcz mi przeszkadzało. Dzisiaj było zdecydowanie lepiej, organizm najedzony to organizm szczęśliwy i chętny do współpracy. Po treningu zakupiłam molkę, dzisiaj o smaku waniliowym- paskudztwo, wolę czekoladową, a następnie w drodze powrotnej do domu stopniowo opróżniałam butelkę z wodą i minerałami.
Myślę, że jest dobrze. Psychika nie siada, generalnie jestem zadowolona, a to chyba najważniejsze w procesie odchudzania- mocna psychika kluczem do zwycięstwa (powinnam założyć zeszyt ze swoimi złotymi myślami :) ). 
Moją motywacją są przede wszystkim zmiany w wyglądzie zewnętrznym. To wpłynęłoby na poprawienie myślenia, wzrost samooceny, pewności siebie. Chcę też zagrać na nosie tym, którzy mnie odwodzili od tego pomysłu. Osobom, które zapewniały mnie, że przecież ja nigdy nie będę chuda, bo ja mam taką figurę  że tyłek zawsze będę taki miała. Wrrr! Aż mi się włosy jeżą, jak o tym myślę! Dam z siebie wszystko, dam radę!Wszystkie damy radę!

Buziaki,
pumkaska

wtorek, 11 marca 2014

Dzień 8 + trzeci trening

O matko, jak się najadłam na śniadanie. Myślałam, że wszystkiego nie zmieszczę. Brzmi zupełnie inaczej, niż ostatnio, co? Właśnie od dzisiaj zmieniła mi się dieta. Pojawiły się w niej takie produkty, jak płatki owsiane i owoce, co znacznie poprawiło moje samopoczucie i nastawienie od samego rana. W tym tygodniu już tylko raz dziennie będę spożywać rybę, jupi! Najgorsze dzisiaj było burczenie brzucha, które dręczyło mnie dobre 2h, dopóki nie wciągnęłam obiadu.
Wczoraj odbył się trzeci trening. Długość ćwiczeń cardio wydłużyła się o 10 minut, ale zaprawione w bojach po pierwszym tygodniu dałyśmy z Pauką radę- nie mogło być inaczej. Po treningu zakupiłam wodę, do której wlano mi minerały (o smaku ananasowym- pycha!), a także czekoladową molkę- smakowała bosko, patrząc na to, czym raczyłam się w zeszłym tygodniu.
Od wczoraj na diecie jest również moja siostra Handzia. Trzymamy za nią kciuki! Jej blog znajdziecie TU.
To jest nas trzy, co ogromnie mnie cieszy! Jest moc!

Buziaki,
pumkaska

niedziela, 9 marca 2014

Dzień 6 + drugi trening

Nie będę nikogo oszukiwać- łatwo nie jest. Wiem, że powinnam w 100% stosować się do wyznaczonej dla mnie diety, jednak psychika czasem wygrywa z rozsądkiem. Taka jest prawda- nie wcisnę w siebie nic na siłę, szczególnie wtedy, gdy coś mi zaszkodziło (tak zdarzyło się wczoraj). Popijanie wodą każdego kęsa nic nie daje, a nawet pogarsza sprawę. Znam jadłospis mojej psiapsióły, dlatego też, żeby nie popełnić błędu omijania posiłków, dzisiaj i jutro wymieniam 2 'środkowe' posiłki na jej posiłki. Po prostu wymienię rybę na odpowiednią ilość drobiu. Nie wiem czy to jest mądre. Nasze diety są bardzo podobne więc nie sądzę, żeby miało to znaczący wpływ na całokształt. Prawdopodobnie większość by się oburzyła, że jak to, mam dietę i jej nie przestrzegam. Jednak na pierwszych konsultacjach miałam do wyboru 4 wersje diety, a pani ekspert powiedziała, że obojętnie którą wybiorę, spadek wagi będzie taki sam. Wiem, że chcę to zrobić mądrze, nie odbiegając od wyznaczonych zasad. Od wtorku zmienia mi się jadłospis i wygląda on znacznie lepiej, także nie przewiduję już żadnych potknięć.
Mogę się za to pochwalić, że nic nie podjadam, nie używam soli ani cukru. Kiedyś myślałam, że rezygnacja z cukru i wszelkich słodkich produktów to ogromne wyzwanie. No jak? Jem codziennie słodycze, piję słodzoną kawę i herbatę i jak to, mam nagle przestać? Szczerze? Jest to pikuś w porównaniu z odstawieniem soli. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to będzie trudne. Do nie-solenia mięsa i drobiu można się przyzwyczaić, jednak ja największy problem mam z warzywami, nijak mi to wychodzi. 
Ani po pierwszym, ani po drugim treningu nie miałam zakwasów. Trening cardio w doborowym towarzystwie kończy się za szybko! Na szczęście, jutro będzie już trwał 10 minut dłużej. Jupi!
Pomyślałam sobie dzisiaj, że w ciągu wszystkich diet, jakie do tej pory stosowałam, byłam smutna. Winię taki stan rzeczy przez niedostarczanie do organizmu cukrów- słodyczy, słodkich napojów itp. Ta dieta jest zupełnie inna. Po pierwsze, cieszę się i wierzę, że to moja ostatnia dieta w życiu (nie liczę diet po ewentualnych przyszłych ciążach :)), po drugie- nie jestem sama (dziękuję Ci Pauko :*), po trzecie- każdy tydzień to inny jadłospis, ponadto co 2 tygodnie dowiaduję się, co będę jadła przez następne 2 tygodnie. Także jest to też ekscytujące, jakaś niewiadoma, coś na co się czeka- bardzo lubię to czekanie.
Jestem szczęśliwa, chcę to ciągnąć dalej, mimo małych potknięć. 
Dziękuję też Wam, którzy to czytacie, komentujecie i wspieracie! 

Buziaki,
pumkaska

środa, 5 marca 2014

Dzień 2 + pierwszy trening

Właśnie mija drugi dzień mojego dietkowania. Jak jest? Nie najgorzej. Wczoraj było zdecydowanie gorzej. Bardzo ciężko jest się przestawić na dania bez grama soli. Z cukru było mi zdecydowanie łatwiej zrezygnować. 
Powiem krótko- nie będę pisać dokładnie jak wygląda mój jadłospis. Będzie to raczej napisane ogólnie, bez proporcji. Szanuję Pana Gacę, płacę za usługi Centrum, wiadomo- oni na tym zarabiają, więc nie będę im "zabierać" klientów, przez to, że wszystko mają wypisane w internecie- to po co płacić. 
W pierwszym tygodniu na moje posiłki składają się głównie produkty bogate w białko (o produktach wysokobiałkowych pisałam TU), m.in. jajka, ryby oraz warzywa. Jem 4 posiłki dziennie, co 4 godziny. Tak jak było powiedziane na wykładzie (o nim TU) zakazana jest sól, cukier, alkohol. Należy pić niepełną szklankę wody co pół godziny- 45 minut, co powinno dać nam przynajmniej 2 litry spożytej wody dziennie. 
Wczoraj odwiedziłam Auchan'a i nabyłam na prawdę świetny produkt: Kamis Zioła do drobiu (nie zawierają soli). Co prawda nie ma w mojej diecie drobiu, ale... rybę posypałam kurkumą, tymi ziołami i koperkiem, upiekłam i jestem w szoku, bo nawet mi to smakowało. Teraz muszę wymyślić jakąś mieszankę do warzyw, może możecie mi coś polecić?
Oprócz diety ważne są również ćwiczenia. Tak, jak Wam ostatnio wspomniałam, w pierwszym tygodniu przewidziane są dla mnie dwa treningi. Przy okazji pomiarów, pani pomiarowczyni dała mi karteczkę z zapisanym optymalnym tętnem, jaki powinnam mieć podczas treningu aerobowego. Tym samym określono, jakie jest dla mnie najlepsze tętno do spalania tkanki tłuszczowej. 
Dzisiaj obyłam swój pierwszy trening. Myślałam, że będzie łatwiej. 50 minut rowerkiem... Phi!- pomyślałam. Jednak nie jest to takie proste. Trzeba utrzymywać puls na wyznaczonym poziomie, a to zobowiązuje. Przejechałam 15 km, spaliłam 1500 kcal. Jestem w szoku, ale i się cieszę, bo w trakcie jazdy bywały momenty zwątpienia, a ja (MY) sobie świetnie poradziłyśmy i co lepsze- chcemy więcej. Następny trening w sobotę! JUPI!!!


Buziaki,
pumkaska

poniedziałek, 3 marca 2014

Konsultacje #1

Cześć! Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć, jak wyglądała moja pierwsza wizyta w Gaca Wawa. Spotkanie miałam umówione na godzinę 17. Poproszono mnie, abym przybyła na miejsce 15 minut wcześniej w celu wykonania pomiarów. Na miejscu pojawiłam się 16.40. Na początku wyrobiono mi kartę, którą zawsze mam mieć przy sobie przychodząc do Centrum. Następnie dostałam bransoletkę, którą zakłada się na rękę, dokładnie taką samą, jaką się dostaje na większości basenów. Jest to bardzo wygodne, nie powiem. Kiedyś, dawno temu chodziłam na pewną siłownię, gdzie do swojej szafki dostawało się kluczyk. Zawsze kombinowałam, gdzie mam go sobie przyczepić, żeby go nie zgubić. Zwykle przyczepiłam go do metki ręcznika. Jakoś trzeba sobie radzić. Następnie zaprowadzono mnie na pierwsze piętro, gdzie pomierzono mnie i zważono. Myślę, że coś jest nie tak z pomiarem wzrostu, bo jestem pewna, że mam 172 cm, tak zmierzyli mi 170,5 cm. Utwierdziła mnie w tym moja Pauka, której też "odjęli" 2 cm. Zważono mnie (83,8 kg), zmierzono mi też poziom tkanki tłuszczowej. Niestety, wyszło mi ok 42 %, o zgrozo! Zmierzyli mi też obwód na wysokości pępka- 98 cm, bioder 120 cm, udo 69 cm. Moja budowa ciała najpewniej przypomina gruszkę, nad czym ubolewam. 
Po pomiarach, moja baaardzo miła pomiarowczyni, zaprowadziła mnie na drugie piętro, gdzie odbyłam spotkanie z ekspertem. Dość szybko przebrnęłyśmy przez pytania o moim zdrowiu,  a następnie ustaliłyśmy dla mnie dietę i trening. Przez pierwszy tydzień mojej diety codziennie mam to samo, przez drugi tydzień mam już co innego do jedzenia, ale posiłki codziennie też są takie same. Mój plan treningowy zakłada 2 treningi w pierwszym tygodniu diety i 3 treningi w drugim. Po spotkaniu, na recepcji zakupiłam suplementy, a następnie udałam się do pobliskiego Reala po zakupy.
Wróciłam do domku, przygotowałam jedzenie na jutro i zaczynamy! Najbardziej doskwierać mi będzie brak soli w posiłkach, nie wiem, jak ja to przeżyje. Bez cukru już mi się udawało super funkcjonować, ale soli jeszcze nigdy nie próbowałam wyeliminować. 
Za dwa tygodnie mam następne spotkanie. Mam nadzieję, że będzie się czym chwalić.

Trzymajcie za mnie kciuki,
pumkaska