wtorek, 29 kwietnia 2014

Chleb w stylu fitness wg Gaca System

Dzisiaj przedstawię Wam przepis na chlebek w stylu fitness wg Gaca System, polecany przez Konrada Gacę. Sama, mam nadzieję, już wkrótce go upiekę! Przepis znalazłam w Gaca Magazyn (kwiecień 2014).

SKŁADNIKI:
400 g otrębów owsianych zwykłych
3 łyżki mąki pełnoziarnistej
1/2 szkl. siemienia lnianego
1 łyżka masła bez soli (np. Mlekovita)
4 jajka ( oddzielić żółtka od białek, a białka ubić)
1 opakowanie drożdży w proszku
1/2 łyżeczki cukru brzozowego
5 dag kandyzowanej żurawiny
odrobina orzechów włoskich i sezamu (dla smaku)
1/2 szkl. ziaren słonecznika
1 szkl. mleka

PRZYGOTOWANIE:
Wymieszać wszystkie suche składniki, następnie dodać żółtka i mleko, a na końcu ubite białka. Wszystko dokładnie i delikatnie wymieszać. Włożyć do formy i piec ok 35-40 minut w temperaturze 180 st.C.

źródło

SMACZNEGO!!


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Dzień 56 + piąte konsultacje + podsumowanie 2 miesięcy = Gaca System działa!

Minęły już (albo dopiero) dwa miesiące mojego gacowania. Oczywiście jak każdy inny odchudzający się człowiek powiem, że mogło być lepiej, ale nie narzekam. Z wyników jestem bardzo zadowolona, aczkolwiek co do pomiarów centrymetrowych mogłabym mieć małe uwagi. Prawie za każdym razem mierzy nas kto inny, każdy ma swoją technikę, co prawdopodobnie u wielu budzi uśmiech i czasem niedowierzanie. Mnie dziś najbardziej zdziwił pomiar obwodu uda- raczej nie jest możliwym zrzucenie 2 cm po dwóch tygodniach. No nic, zobaczymy co wyskoczy następnym razem.
Podsumowanie ostatnich dwóch miesięcy wygląda następująco:

1 konsultacje - dzień 1 
waga: 83,8 kg 
obwód (pępek): 98 cm 
biodra: 120 cm 
udo: 69 cm


2 konsultacje- dzień 14 
waga: 78,4 kg  -  5,4 kg                  
obwód (pępek): 96 cm  - 2 cm
biodra: 116 cm  - 4 cm
 udo: 67 cm  - 2 cm


3 konsultacje - dzień 28 
waga: 76,2 kg   - 2,2 kg
obwód (pępek): 94 cm  - 2 cm
biodra: 115 cm  - 1 cm 
udo: 67 cm  - 0 cm


4 konsultacje - dzień 42 
waga: 75,2 kg  - 1 kg                                  
obwód (pępek): 94 cm  
- 0 cm                          
biodra: 114 cm  - 1 cm                                
udo: 66 cm  
- 1 cm                                               

5 konsultacje - dzień 56 
waga: 72,8 kg  - 2,4 kg                          
obwód (pępek):  92 cm
 - 2 cm                  
biodra: 112 cm  - 2 cm                          
udo: 64 cm  
- 2 cm

Podsumowanie 8 tygodni diety:

Zgubione kilogramy: -  11 kg 
Zgubione centymetry: -  19 cm

Niestety, mój mąż wybył dzisiaj na piwko więc nie ma komu zrobić mi fotek. Nie wiem też, czy jest sens je wrzucać, gdyż od poprzednich ubyło mnie zaledwie 3,4 kg. Raczej nie było by to widoczne, ale jeżeli zgłosicie chęci obejrzenia ich to postaram się przed majówka zrobić update tego posta. 

Dzisiaj dostałam nową dietę!!! Pamiętacie jak narzekałam, że znowu przez 8 z 14 następnych dni muszę zadowolić się kurczakiem i warzywami? To już przeszłość. Na śniadanie będę piła koktajle z jogurtu naturalnego, suszonych owoców i płatków owsianych. Na drugie owoce, na obiad będzie ryż brązowy, ryba i warzywa, a na kolację twarożek z warzywami. Już mi się podoba!!! Nareszcie jestem w pełni zadowolona i z pewnością warto było czekać na taki zwrot akcji :))) 
A tymczasem fotki z okolic świąt... bOsH jak wkurzają mnie te nogi!!!

Dooobra, kończę, bo będzię hejt za hejtowanie samej siebie ;) A jak Wam (prawie) minął kwiecień??

Buziaki, 
pumkaska

czwartek, 24 kwietnia 2014

Dzień 52 + fatFOTOs

Cześć Dziewczyny!

Dziękuję Ci Konstancjo, że zainspirowałaś mnie do napisania tego posta. Co prawda Ty wrzuciłaś zdjęcia, na których wyglądasz ślicznie, a ja wrzucam jak leci ;) Trochę mi to zajęło, żeby znaleźć swoje zdjęcia z czasów najcięższej wagi, ale w końcu mi się udało. A więc, apogeum wagi osiągnęłam w grudniu 2012 i to właśnie ze świąt pochodzą moje fatFOTOs. O ZGROZO!! było to prawie dwadzieścia kilo więcej niż ważę teraz!!!




Od stycznia do września 2013  zrzuciłam prawie 10 kg. Wiem, że mogłam postarać się bardziej, ale widocznie własny ślub nie zmotywował mnie wystarczająco. Źle mi, jak oglądam zdjęcia i widzę jak wyglądałam. Całe wydarzenie wspominam bardzo dobrze, imprezka się udała! (Tylko ta masa ://///)



poprawiny
Znalazłam też fotki z okolic 2009 roku, kiedy to miałam bardzo zbliżoną wagę do obecnej. Zdjęcia te znajdowały się w katalogu "chudo". Teraz wiem, że z tym chudo to nie do końca tak. (Oczywiście najlepsze zdjęcia wychodziły w łazience :])


znowu wciskam się w te spodnie
 



Co z tego, że twarz się zmienia, tyłek jak był wielki tak jest i teraz. Muszę napisać do ChickenTuny, może sprzeda mi jakieś złote rady. Bo która z nas nie chciałaby wyglądać tak... (ona ma 45 lat!!!)


Dobranoc!!!
pumkaska

wtorek, 22 kwietnia 2014

Dzień 50

Ja wiedziałam, że tak będzie! Cichaczem błagałam sama siebie, żebym nie popłynęła z falą obżarstwa w te święta. I co? Popłynęłam jak zła, co poskutkowało dodatkowym kilogramem na bezdusznej wadze. 

źródło

Czas  płynie tak szybko, a dziś rano, po chwili zastanowienia, dotarła do mnie myśl, że już za 6 dni odbędzie się kolejne mierzenie i ważenie, a na na blogu objawi się post, podsumowujący kwietniowe dokonania + podsumowanie dwóch miesięcy bycia na diecie. Patrząc poprzednie podsumowanie, to nie może wyjść dobrze i nawet nie oczekuję cudu. Na szczęście święta już za nami...



Muszę się Wam pochwalić, że wyzwanie przysiadowe idzie mi bardzo dobrze, a po zakończonych ćwiczeniach mój tyłek wydaje się być tak jędrny i sprężysty jak nigdy dotąd / HAHAHA :))) Niestety, z upływem godzin wraca do swojej poprzedniej formy i już nie ekscytuje mnie tak, jak po ćwiczeniach. Ale motywacja zostaje!

A jak Wam minęły święta, trzymałyście się diety czy cieszyłyście się świętami "w pełni"? 

Buziaki,
pumkaska

środa, 16 kwietnia 2014

Dzień 44 + osiemnasty trening + ZAKWASY

Aaaa, mam zakwasy!!! Gdzie? Chyba wszędzie! Bolą mnie mięśnie ud, pośladków i na górze klatki piersiowej. Ledwo schodzę po schodach, nie mówiąc już o wchodzeniu po nich. Ba, nawet wejście do windy sprawia problem!! Jestem wręcz chodzącym bólem. 
źródło
Ale wiecie co? Mój mąż ma to samo [hihihi]. Namówiłam go, żeby razem ze mną robił przysiady, powiedziałam: "No chodź, zawalcz ze mną o jędrne pośladki!" A on: "Przecież ja mam jędrne pośladki!!". Jednak udało się i razem cierpimy, a jak wiadomo wspólne szczęście i rozpacz bardzo zbliżają ludzi więc są też plusy ;)

źródło
Mam nadzieję, że te bóle wróżą coś dobrego. Oprócz pośladków podniosłabym sobie co nieco na klatce, bez użycia sklapela. 



Byłam dziś bardzo ciekawa i pełna obaw jak poradzę sobie na dzisiejszym treningu, skoro tak bardzo mnie wszystko boli. No i powiem Wam szczerze, że nie było źle- zebrałam się w sobie, pomyślałam, że to dobry ból. Hah! Zresztą na necie znalazłam rano mema, który jest bardzo wymowny. 

A poza tym, Dziewczyny, satysfakcja po skończony treningu jest przeogromna!!!!

źródło
Co z tego, że po treningu wszystko mnie boli!!! Przynajmniej wiem, że moje ciało się w końcu ruszyło. Jak wróciłam dziś do domu  to wyglądałam mniej więcej tak...



A co tam u Was Dziewczyny?? :)

Ouchie,
pumkaska

UPDATE 17.04.2014: Dzisiaj zakwasy zniknęły, jak ręką odjął- CUD!!!

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Dzień 42 + czwarte konsultacje + siedemnasty trening

Tak, wiem, to wszystko przez to, że wpieprzałam niedozwolone rzeczy przez ostatni tydzień, głównie na wyjeździe. Sama jestem sobie winna. Dzisiaj nadszedł czas na kolejne ważenie. Rano, przed wyjściem z domu, kontrolnie się zważyłam, waga pokazała 0,1 kg mniej niż w poniedziałek rano dwa tygodnie temu, także była ogromna szansa, że podczas ważenia waga nie pokaże więcej niż ostatnio- a to byłoby dla mnie kompletną porażką. 

1 konsultacje - dzień 1 
waga: 83,8 kg 
obwód (pępek): 98 cm 
biodra: 120 cm 
udo: 69 cm


2 konsultacje- dzień 14 
waga: 78,4 kg 
obwód (pępek): 96 cm 
biodra: 116 cm
 udo: 67 cm


3 konsultacje - dzień 28 
waga: 76,2 kg 
obwód (pępek): 94 cm 
biodra: 115 cm 
udo: 67 cm


4 konsultacje - dzień 42 
waga: 75,2 kg                                    
obwód (pępek): 94 cm                            

biodra: 114 cm                                    
udo: 66 cm                                                 


Podsumowanie 6 tygodni diety:

Zgubione kilogramy: - 8,6 kg 
Zgubione centymetry: - 13 cm


Popełnione błędy uświadomiłam sobie w sobotę, podczas oglądania wykładu Konrada Gacy (online), na temat: Jak nie przytyć w święta. Opowiedział wtedy o pewnym Panu, który również był na diecie GS. Podobno pięknie chudł, był mocno zmotywowany do działania, jednak potknęła mu się noga i "na chwilę" przestawił się na normalne jedzenie. Tak pobudził kubki smakowe, że nie mógł wrócić do diety. To samo przydarzyło się i mnie. Będąc w Anglii, pokusiłam się na jedzenie spoza dietetycznego menu. Powiedziałam sobie, że jak wrócę do Polski, wrócę do swojej diety. No i częściowo wróciłam, jednak dalej zdarzały mi się błędy (a to chińska zupka- wiem, tragedia, a to cukierek, a to kromka chleba z masłem, a to kiwi wieczorem). Dopiero po tym wykładzie pomyślałam, że kurde Dziewucho, obudź się, co robisz?! Wniosek:  jak jesteś na diecie nie rozbudzaj kubków smakowych, bo ciężko będzie powrócić do diety!

No i tak na prawdę od wczoraj, znowu restrykcyjnie trzymam się diety, bo szkoda mi czasu na podjadanie (hahaha dobre sobie). Zostało mi jakieś półtora miesiąca, żeby jakoś wyglądać. Wiem wiem, dwa tygodnie temu założyłam sobie 6 z przodu na początku maja, jednak muszę to odłożyć, powiedzmy do 20 maja. Czyli 1 kg na tydzień, dam radę? :)

Co do diety na następne dwa tygodnie to jestem załamana, bo jest ona prawie taka sama, jaką miałam na 3 i 4 tydzień. Miałam nadzieję (i tak obiecywał mi ostatnio ekspert), że nie będzie już "tłuszczówki", czyli kurczaka z warzywem non stop, a co? 8 dni na 14 mam właśnie to. Wrrrr! Muszę chyba zrzucić jeszcze z pięć kilo, żeby mi w końcu wyrzucili z menu ten zestaw!

Trening wydłużył się o jakieś pół godziny (3 razy w tygodniu po ok. 2h). Teraz zaczynać się będzie od orbitreka, potem ćwiczenia z hantelkami, następnie brzuchy, bieżnia a na deser rower. A na rowerze nigdy nie jest nudno...


Dzisiaj zaczęłam wyzwanie przysiadowe, a przed ćwiczeniami obfotografowałam się więc na pewno wrzuce za miesiąc porównanie- obym wytrwała, bo łatwo nie będzie!


Pozdrawiam Was ciepło i co złego to nie ja ;)
pumkaska



piątek, 11 kwietnia 2014

30 DAY SQUAT CHALLANGE

(Czytasz na własną odpowiedzialność)
Wspominałam Wam ostatnio, że chętnie podjęłabym jakieś wyzwanie i na pierwszy ogień wybrałam wyzwanie z przysiadami. Od dłuższego czasu śledzę bloga ChickenTuny i nie mogę się napatrzeć na jej jędrne poślady- też takie chcę!!!


Niewiele myśląc, od poniedziałku zaczynam 30-dniowe wyzwanie! Już się boję, bo kiedyś tego spróbowałam i po pierwszym dniu miałam takie zakwasy, że ledwo SCHODZIŁAM ze schodów ;)


Zrobię sobie zdjęcia przed i po, zobaczymy co dadzą moje starania. Mam nadzieję, że pójdzie mi tak dobrze, jak tej pani (wiadomo że tak wyglądać nie będę, ale liczę na jakąś drobną acz widoczną różnicę!

źródło

Może ktoś chce się do mnie przyłączyć? 
Anyone??? 
Czyż taka wizja nie jest kusząca??

Kto przeczytał tego posta ten się przyłącza :D (Było nie czytać ;))

Buziaki,
pumkaska

środa, 9 kwietnia 2014

Dzień 37 + relacja z wyjazdu do Manchesteru + piętnasty trening

Ojcze, zgrzeszyłam!
Nie będę ściemniać, że trzymałam się diety na wyjeździe, bo nie. Noga mi się potknęła, nawet kilka razy, ale co tam. Było minęło- nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Najważniejsze to wrócić na właściwą ścieżkę. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że nie jestem gotowa na to, żeby samodzielnie komponować sobie posiłki. Poległam na całej linii i wcale się tego nie wypieram! Poza tym było super! Pogoda niestety płatała nam figle, jednak ostatecznie nie padliśmy ofiarami obfitego deszczu, co najwyżej drobnego i przelotnego.
Dziś rano zaraz po przebudzeniu odważyłam się i weszłam na wagę. Nie była dla mnie litościwa- wskazała kilo więcej niż przed wyjazdem, co oznacza dwa tygodnie diety w plecy. Wrrr! Ale cóż, sama chciałam i dobrze wiedziałam, że skończyć nie może się to dobrze...
Napiszę może troszkę o samym wyjeździe. Do Manchesteru leciałam bezpośrednio z Warszawy (Modlin) i już po 2h 20min byliśmy na miejscu. Odebrał nas Przem, chłopak mojej siostry. Po zostawieniu bagaży w domku udaliśmy się na autobus, który bezpośrednio dowiózł nas do centrum miasta, skąd prawie niezwłocznie udaliśmy się na szamę. 

centrum Manchesteru
 Był to chiński bufet, których tam nie brakuje. Jedna cena, jesz ile chcesz przez 1,5 godziny. Było wszystko! Może lepiej nie będę wypisywać, co dokładnie jadłam bo już sama nie pamiętam, ale z pewnością gdyby nie dieta- zjadłabym znacznie więcej. Żołądek m(i)a(ła)m obczkurczony, co skutecznie uniemożliwiło objedzenie się do nieprzytomności. Ten sam bufet odwiedziliśmy również w poniedziałek, a pomiędzy tymi odwiedzinami był też inny bufet, bardziej światowy. 
z mężem
 Za każdym razem starałam się jeść mnie niż mogłam- w przeciwieństwie do moich towarzysz, a i tak kończyło się to tym, że na obiedzie kończyłam dzień. Za to śniadania jadłam bardzo zdrowe, tu nie mogę sobie nic zarzucić!
To by było tyle na temat mojego odżywiania podczas wyjazdu. Jeżeli chodzi o shopping... Oczywiście nie obyło się bez wizyty w Prajmanim (Primark). Nabyłam okazyjnie trampki, bluzkę, sweterek, portfelik, małą czarną torebeczkę, ozdóbkę do włosów i torbę zakupową, taki szmaciany green bag w cupcake'i :P. Aaaa i dywanik do łazienki! W Poundlandzie kupiłam sobie cztery lakiery, w tym trzy od Sally Hansen. 
Okazja to moje drugie imię :)
 W Claire's kupiłam następny lakier i pędzelki do nail art.  Zanim poleciałam do Mana, siostra zamówiła mi cudne płytki do stemplowania paznokci od MoYou, za które zapłaciłam ok. 35 funtów, co zdecydowanie uszczupliło mój budżet. To by chyba było na tyle!
Na ulicach Manchesteru można spotkać wielu tancerzy, muzyków, zespoły...z dziwnymi maskami :)
 
W końcu udało mi się poznać ulubieńca domowników- Twixa. Do dziś noszę ślady na rękach po spotkaniach z nim :)
Twix
Nim się obejrzałam, musieliśmy już wracać...
 
Patrząc na poniesione koszty, nie wyszło tego jakoś sporo, dużo zaoszczędziliśmy na noclegu. Z pewnością dalej będę się rozglądać za tanimi lotami po Europie. Rozbudziłam w sobie chęci do podróżowania, a tanie linie zdecydowanie to umożliwiają. Wiadomo- najdrożej wychodzą noclegi, dlatego też warto znaleźć coś z odpowiednim wyprzedzeniem. Akurat tej soboty, kiedy przylecieliśmy do Mana, miał występować zespół Backstreet Boys, co spowodowało znaczne podwyższenie cen pokoi hotelowych a zmniejszenie się możliwości nocowania w jakiś tanich hostelach, dlatego dobrze jest się odpowiednio wcześniej zorientować, czy w danym terminie nie odbywa się jakieś duże 'kulturalne' wydarzenie.
Dzisiejszy trening przebiegł dość gładko, poza tym, że miałam drobne problemy z mocą w lewej nodze pod koniec rowerowania. 
Od jutra wracam na właściwe tory. W wolne od treningu dni trochę brakuje mi ruchu, także grubo zastanawiam się nad jakimś wyzwaniem, ale to ewentualnie od poniedziałku :)

Buziaki,
pumkaska


piątek, 4 kwietnia 2014

Dzień 32 + czternasty trening

Wpadłam tylko na chwilkę... Dieta ma się dobrze, ale trochę ciężko mi idzie z polubieniem musli. Dużo bardziej smakuje mi owsianka i coś czuję, że po zakończeniu diety to ją najczęściej będę wcinać na śniadanie. Wartość energetyczna całodniowego menu to ok. 800-900 kcal. Nie jest to zbyt wiele, ale jak dla mnie wystarczająco. Chociaż do jogurtu naturalnego mogliby dorzucić twaróg, tak jak to miałam do tej pory.
Trening minął dość szybko, molka zwieńczyła trening, wciągnęłam ją szybciej niż była przygotowywana. Ostatnio zdecydowanie lepiej mi podchodzi niż meal drink.
Jutro rano lecę do Manchesteru. W końcu!! Wracam we wtorek, więc poniedziałkowy trening niestety ominę. Myślę, że spacerami po Manie i po centrach handlowych uda mi się to zastąpić.
Jeżeli chcecie, to po powrocie wrzucę kilka fotek! ;)

Do zobaczenia we wtorek,
pumkaska

czwartek, 3 kwietnia 2014

SUPLEMENTACJA

Dzisiaj postanowiłam pokazać Wam, jakimi zalecanymi suplementami się wspomagam.
Od samego początku stosowania diety dwa razy dziennie, rano i wieczorem do posiłku, zażywam suplement Vitamin King. Jest to preparat witaminowo-mineralny zawierające witaminy, mikro- i makroelementy. Podobno wzmacnia włosy, przeciwdziała ich wypadaniu, a także pozytywnie wpływa na skórę.
źródło
Od trzeciego tygodnia dodatkowo zażywam Slim Formulę. 
źródło
Co takiego wyczynia ten specyfik?
- zmniejsza ochotę na słodycze,
- przyspiesza metabolizm,
- pobudza termo genezę,
- redukuje tkankę tłuszczową.

Jeżeli ktoś z Was ma problemy ze zbyt dużą ilością wody w organizmie, może zastosować produkt Water Out. 
źródło
Ja go nie stosuję, więc ciężko mi wydać opinię na jego temat. Według producenta, produkt ten m.in.:
- wspomaga pracę nerek, 
- pomaga w walce z cellulitem wodnym, 
- pomaga redukować nadmiar wody w organizmie. 

Podpytam koleżanki, czy coś daje i dam Wam znać.

Po każdym treningu piję kolejne zalecane produkty. Po dwóch z trzech treningów w ciągu tygodnia piję meal drink. Mój ulubiony smak to czekolada z kokosem.
źródło
Lubię go w formie bardzo rzadkiej, najlepiej na wodzie. Co prawda mogę już to pić na mleku, ale zdecydowanie wolę tę pierwszą opcję. Woda najlepiej jak jest dobrze schłodzona- wtedy smakuje najlepiej! Można powiedzieć, że smakuje prawie jak shake z Maka.

Raz w tygodniu po treningu piję molkę. Tutaj nie mam wyboru, robi się ją tylko na wodzie.
źródło
Mój ulubiony smak to czekoladowy, a konsystencja jedyna przeze mnie do zaakceptowania to mocno zagęszczona. Finalnie wygląda to następująco:

Jeżeli miałabym to do czegoś porównać, byłby to budyń czekoladowy z lekka niedogotowany.

Cóż mogę powiedzieć, wyniki mówią sam za siebie. Produkty są całkiem smaczne więc nie narzekam. Te wypijane po treningu skutecznie mnie zapychają, do tego stopnia, że od 17, jak to wypije, nie jestem głodna aż do położenia się spać. Muszę jednak pamiętać o kolacji i właściwie trochę ją w siebie wmuszam.

O każdym z produktów możecie poczytać u źródeł zdjęć. Wszystkie można nabyć przez internet. 

A to ja na treningu...

Pozdrawiam Was ciepło,
pumkaska