poniedziałek, 8 grudnia 2014

Juice on!

Blogosferę ogarnęła ostatnio mania klejania łiszlist przed zbliżającymi się świętami. Moim największym życzeniem w tym momencie jest sokowirówka. Mikołaj został już ponistruowany co, gdzie i jak więc mam nadzieję, że od razu po świętach rozpocznę owocowo-warzywny detoks, na który zostałam skuszona po obejrzeniu filmu "Fat Sick & Nearly Dead", który możecie obejrzeć tu:

Joe Cross, 41-letni, 140-kilogramowy Australijczyk, całkowicie zmienił sposób odżywiania, zaczynając od 60-dniowego detoksu, polegającym na piciu świeżo wyciskanych soków z owoców i warzyw. Z wywiadów z nim dowiedziałam się, że wypijał dziennie ok. 6 litrów soków, na które składało się 75% warzyw i 25% owoców. Podczas kręcenia filmu był pod stałą opieką i kontrolą lekarską, co tydzień robiono mu badania krwi. O dziwo, wszystko było w porzadku, a wyniki z tygodnia na tydzień były coraz lepsze. Jak często powtarza w wywiadach, najgorsze są pierwsze 3 dni, kiedy to organizm sprzeciwia się zbyt małej ilości dostarczanego jedzenia oraz upomina się o cukier. Po tym czasie człowiek odżywa- podobno.
Joe zdecydował się podjąć ten dość drastyczny krok, kiedy dotarło do niego, że przez sposób życia i odżywiania zachorował i prawdopodobnie do końca życia będzie musiał przyjmować leki. Podczas kręcenia filmu przejechać 3000 mil, przez całe Stany, zabierając ze sobą sokowirówkę. Na swojej drodze spotkał wiele osób, między innymi Phila, kierowcę ciężarówki, który także postanowił zmienić tryb życia. Czy mu się udało? Tego dowiecie się z tego niezwykle inspirującego filmu.
Nie sądzę, żebym wytrzymała 2 miesiące na samych sokach. Pierwszy cel- tydzień, jak dobrze pójdzie to mam nadzieję wytrzymać miesiąć. Oczywiście, relację z tych trudnych dni wrzucę tu na bloga.
We wrześniu br. odbyła się premiera "Fat Sick & Nearly Dead 2". Jak tylko uda mi się go znaleźć, wrzucę Wam tu linka. 
Polecam Wam również zajrzeć na stronę internetową: Reboot with Joe, gdzie można znaleźć m.in. mnóstwo przepisów na soki. Mniam!

No to #Juiceon!

czwartek, 4 grudnia 2014

Google Street View

Było to jakieś dwa i pół roku temu, kiedy to stojąc i czekając na zielone, minął mnie samochód Google'a (jest dość charakterystyczny- biało-zielony, z czymś na wzór kuli imprezowej na dachu). Myślę sobie, ciekawe czy się nagrywa? Okazało się, że tak. I tak półtora roku po tym "spotkaniu" przed moimi oczami ukazał się ten oto obrazek:


Ja- niosąca truskawki na obiad. Hahaha, na mojej twarzy pokazał się banan :)

PS. Wklejam sobie to zdjęcie na pamiątkę.