poniedziałek, 7 grudnia 2015

Cotam, jaktam - grudzień 2015

Nie wiedzieć czemu, blog mój zarósł pajęczyną tak gęstą, że nic przez nią nie widać. Ostatni raz pisałam do Was w sierpniu, niedługo po tym jak zostałam zwolniona z pracy. Niespiesznie poszukiwałam nowej, nie wysyłając życiorysu w odpowiedzi na każde nowe ogłoszenie 'a nóż widelec, może się uda'. W ciągu trzech miesięcy wypowiedzenia byłam tylko na dwóch rozmowach. Pierwszy telefon zadzwonił dość szybko, bo już w sierpniu. Dziwnym zbiegiem okoliczności, firma miała siedzibę trzy piętra wyżej w biurowcu, w którym wtedy pracowałam. Branża zupełnie nie związana z poprzednią, ale zakres obowiązków mi odpowiadał. Nie dostałam tej pracy, przy pytaniu w języku angielskim o hobby poległam, nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mam hobby, zresztą słowo hobby jest strasznie przereklamowane, czym jest hobby. Lubię robić wiele rzeczy, ale czy od razu muszę to nazywać hobby? Zresztą nieważne. Nie wyszło. Następną rozmowę miałam super, bardzo konkretny szef, rozmowa poszła tak, jakbym wcześniej znała pytania, więc byłam z niej bardzo zadowolona i szczerze przyznam, że liczyłam na to, że już od października zacznę nową pracę. Niestety, przeliczyłam się. Zadzwonił pan, z którym odbyłam rozmowę z informacją, że niestety nie ma dla mnie dobrych wieści, gdyż zdecydowali się zatrudnić panią z mniejszym doświadczeniem i mniejszymi umiejętnościami. Myślałam, że się przesłyszałam. Zawsze mi się wydawało, że po to organizuje się rekrutację, aby wybrać tę najlepszą osobę. Nie poszło, bardzo to przeżyłam i długo zajęło mi otrząśnięcie się z tych newsów. 
Z końcem października skończył się mój okres wypowiedzenia, a ja wylądowałam w domu pod kocem. Nie minęły dwa tygodnie, a dopadła mnie choroba. Na początku myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale pojawiła się wysoka temperatura, trzęsłam się jak podczas najbardziej srogiej zimy. Po czterech dniach wybrałam się do lekarza. Kazał mi leżeć tydzień, leżałam, a choroba nie mijała. Po paru kolejnych dniach ponownie wybrałam się do lekarza, gdyż kaszlałam i miałam często suchość w gardle, co skutecznie utrudniało mi zasypianie i budziło w środku nocy. Okazało się, że mam zapalenie oskrzeli i zaraz wychodzenia z domu przez kolejny tydzień, czyli tak naprawdę do najbliższej środy. W czwartek zadzwonił telefon, po bardzo długim milczeniu, zapraszano mnie na rozmowę, ale dopiero co byłam po wizycie u lekarza więc musiałam poprosić o przełożenie na ten tydzień. Dziś rano ponownie odezwał się telefon. Uprzejma pani zaprosiła mnie na rozmowę na jutro rano, nie mogłam odmówić, bo była to najlepsza oferta, na jaką wysłałam cv w ostatnich czterech miesiącach, pewnie dlatego stresuję się jak przed pierwszą randką, albo i gorzej. Jestem trochę postawiona pod ścianą, bo doskwiera mi brak pensji, mimo, że dostałam niemałą odprawę to i tak zwykle to co odłożyłam na oszczędnościowe to jak świętość nie do ruszenia więc żyję na garnuszku męża. Poza tym od trzech tygodni prawie nie wychodziłam z domu, nie spotykałam się ze znajomymi, co dodatkowo mnie dołuje. Nawet do głupiej biedronki czy lidla nie mogłam wyjść pobuszować w świątecznych ozdobach. Stresuję się jutrem, ale dam z siebie wszystko, bo na dzień dzisiejszy jest to spełnienie moich planów. Poza tym jest to branża, w której mam doświadczenie, co dodatkowo mnie motywuje. Także trzymajcie kciuki!
Jeżeli chodzi o moje odżywianie to jest ono niezbyt dobre, przez mały ruch przybrałam na wadze, co bardzo po mnie widać. W ostatnim czasie zauważyłam w tv występy Dominiki Gwit, która opowiada o efekcie jojo. Nie wspomina już tak ochoczo, że odchudzała się u Gacy. Powiem Wam, że nie chce mi się wierzyć w to, że sama zobaczyła "ooo jestem już przeraźliwie chuda, muszę trochę przytyć". Jeżeli ja bym tak bardzo schudła to byłabym z siebie dumna i nie przyjmowałabym do serca rad osób trzecich, żebym dała sobie spokój (co zresztą miało miejsce również w moim przypadku), bo już jestem bardzo chuda, a co dopiero sama bym tak sobie nie mówiła. Czy tylko ja uważam, że jest to głupie tłumaczenie? Ja już wiem, moja przyjaciółka też, wiele osób po diecie Gacy też, że aby utrzymać efekty po tej diecie trzeba naprawdę się bardzo pilnować, bo kilogramy bardzo szybko wrócą, niestety.  Mi kilogramy bardzo szybko wróciły, więc kolejny raz nie polecam diety Gacy krótkodystansowcom. Niestety, zaufałam niepotrzebnie sobie. Dużo lepiej szło mi jak byłam bardziej aktywna na blogu, łatwiej było mi się pilnować.
Jestem bardzo ciekawa, co słychać u Was!
Buziaki!

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Zwolniono mnie z pracy i co dalej? (+ fotki z wakacji- LIMNOS 2015)

Zdążyłam już ochłonąć po tych rewelacjach. Dwuipółtygodniowy urlop wykorzystałam w pełni, podróżując najpierw do Krakowa, potem nad polskie morze do Chłapowa, a zakończyłam tygodniowym pobytem na greckiej wyspie Limnos. Ogólnie rzecz mówiąć leżing, plażing, smażing przez bite dwa tygodnie z hakiem. Pozwoliło mi to oderwać się od dręczących myśli, że z moim doświadczeniem i umiejętnościami na pewno nie znajdę równie dobrze płatnej pracy. Wszystkie osoby z mojego otoczenia bardzo mnie wspierają i kibicują, podnoszą na duchu, podrzucają jakieś motywujące wycinki z gazet. 
Minął dokładnie miesiąc od "uderzecha obuchem w łep" a ja niewiele czasu poświeciłam na obranie jakiegoś planu. Fakt, większość tego czasu podróżowałam i wcale nie było mi po drodze siedzieć z laptopem na plaży i planować przyszłość. Przyznam, że przez pierwsze półtora tygodnia stresowy skręt kiszek mnie nie opuszczał, chodził za mna jak cień a w nocy kładł się koło mnie na łóżku. Nie wiedziałam, jak sobie z nim poradzić, aż sam sobie poszedł. Oczywiście wciąż na myśl o szukaniu nowej pracy zaczyna mnie skręcać, ale za chwile przechodzi.
Przeczytałam ostatnio artukuł 'Zawodowy plan B', w którym było napisane, że w dzisiejszych czasach większość ludzi boi się o pracę. Tak naprawdę każdy z nas powinien mieć taki plan awaryjny na wypadek straty pracy, rzadko kiedy tak jest a potem jest płacz i zgrzytanie zębami, jak to było w moim przypadku. Nie spodziewałam się tego, tym bardziej, że zaledwie dwa tygodnie wcześniej powiedziano nam, pracownikom, że niedługo wpłynie na konto firmy okrągła sumka, która pozwoli na funkcjonowanie firmy przynajmniej przez najbliższy rok, po czym zwolniono kilku pracowników. No i co z tym zrobić? Management decision.
Ochłonęłam, zaczęłam myśleć bardziej pozytywnie, wbijać sobie do głowy, że przecież to nie koniec świata i codziennie wiele takich osób jak ja ma ten sam problem i jakoś sobie z nim radzą. Poradzę sobie i ja! Jeszcze do końca nie wiem jak, ale napewno dam Wam znać.
A tymczasem zapraszam Was do obejrzenia kilku foteczek z Limnos. Jeżeli chcielibyście uzyskać więcej informacji na temat tego nowego kierunku w ofercie polskich biur to piszcie. Buziaki!
ja i plażing
 
Mirina & zachód słońca

Limnos- sand dunes


Limnos- Sanctuary of Kabeiroi


Limnos- Ekklisia Agios Ioannis- raj dla kitesurferów


Do następnego...

środa, 15 lipca 2015

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.

Ostatnio coraz częściej dopada mnie dół z powodu tego, że robię coś, co nie sprawia mi przyjemności, jestem tam, gdzie nie chcę, nie myślę o tym, o czym powinnam, nie jem tego, co zrobi dobrze mojemu ciału. Wszystko jest nie tak. Źle, niedobrze. 
Nicość, pustka, dno. 
Codzienność mnie dobija: praca, dom, praca, dom. Czasem zdarzy się jakiś wypad do kina, rower, knajpa, ale to nie to. Te krótkometrażowe rozrywki zajmują moje myśli ledwo na kilka chwil. Coraz częściej doskwiera mi brak pasji, hobby- takiego prawdziwego, mojego. No niech będzie nawet naszego. Pomyślicie- czas zmienić pracę i znaleźć sobie jakieś zajęcie- niby prosta sprawa. Sama  nie wiem czemu z tym zwlekam, może nie wierzę w siebie, swoje możliwości, kreatywność. Mówią, że wszystkigo można się nauczyć, to czemu sama sobie nie daję szansy. Nie wiem. 
Jestem w kropce.


Niby wiem, co powinnam zrobić, ale jestem z tych, co się na coś napalą, a potem odpuszczają i cierpnią tam w środku. Brak mi samodyscypliny, boję się podjąć ryzyko, jestem leniwcem, którego ciężko zmotywować. I nie pomogą tu prośby ani groźby, bo dopiero gdy sama bardzo będę czegoś chciała, będę w stanie to uczynić. 
Od czego więc zacząć?


Update...

Można zacząć od przeczytania nowego wpisu De La Fashivy... KLIK


Update 16.07.2015..
Zwolnili mnie dziś z pracy.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Aparatka #6 Efekty leczenia po 6 miesiącach

Minęło już prawie 6 miesięcy odkąd założyłam aparat. Przyznam, że na początku czas ten strasznie mi się dłużył, jednak ostatnio ze zdziwieniem stwierdziłam, że to już pół roku! Poniżej efekty leczenia.

Wybierając się na poprzednią wizytę wiedziałam, że muszę zapytać swoją ortodontkę o przesuwające się w lewą stronę zęby, o czym pisałam Wam ostatnio. Pani ortodontka wysłuchała mnie, coś poczarowała i tuż przed kolejną wizytą przyglądając się zdjęciom zauważyłam, że efekt 'przesunięcia' jest troszkę mniejszy. Odetchnęłam z ulgą. 
Największe zmiany zauważałam w pierwszych trzech miesiącach noszenia aparatu, teraz już mnie to tak nie ciekawi, jest bo jest. Czasami nawet zapominam, że w ogóle go mam...

środa, 27 maja 2015

Aparatka #5 Efekty leczenia po 4 miesiącach

W zeszłym tygodniu miałam kolejną wizytę u ortodontki. Zmierzałam do niej z promieniującym na gardło bólem dziąsła na końcu dolnego łuku, które mi spuchło i "położyło się" na ostatnim zębie. Okazało się, że jakaś drobina, kawałek jedzenia weszło mi w jakąś szczelinę przy zębie, co spowodowało utworzenie się kieszonki. Ortodontka oczyściła mi to ją za pomocą wody utlenionej a następnie w szczelinę miedzy zębem a leżącym na nim dziąśle wsadziła jakiś goździkowy preparat, który w kilka minut uśmierzył ból. Dziękuję za te wynalazki! Wystarczyło tak niewiele, żeby uspokoić tę sytuację. Niezwłocznie zamówiłam irygator, który od tygodnia doskonale mi służy- nie wiem jak mogłam bez niego funkcjonować. Mój model to Panasonic EW 1211. Link do niego TU.
Tak jak planowałam, zwróciłam Pani ortodontce uwagę na przesuwające się górne zęby. Niestety, patrząc na zdjęcia, które mi zrobiła, nie do końca vis a vis, stwierdziła, że tak miałam od początku, a tak w ogóle to mój nos odchyla się w jedną stronę (??). Nie miałam przy sobie zdjęcia, które by potwierdziło moje spostrzeżenia. Pokaże Wam, o co mi chodzi...

Zdjęcie górne- 14.01.2015, zdjęcie dolne- 19.05.2015

No kurde, nikt mi nie powie, że tego nie widać. WI-DY-AĆ! Zielona linia to mój punkt odniesienia w stosunku do środka podstawy nosa, nie do "odchylonego" czubka nosa. Niestety, jest do widoczne przy ciut dłuższym spojrzeniu!! Na następnej wizycie będę przygotowana :)
Zresztą, wcale nie chodziło mi o to, żeby jakoś ją obrazić czy umniejszyć jej kompetencjom, tylko zwrócić uwagę na proces, który lepiej teraz zatrzymać zanim będzie za późno!
Pooooza tym szczegółem, jestem bardzo zadowolona, ząbki ładnie się ustawiają, kły się chowają, moja obrócona prawa górna dwójka już się ustawiła w szeregu, prawie wszystko cacy.
Wróciłam do różowych gumek, lubię je. Może następne strzelę sobie takie różowe, bardziej oczojebne. Oooo tak, u Szcześliwej Aparatki wyglądają super!

Szczęśliwa Aparatka 
Do następnego! :)

środa, 6 maja 2015

Aparatka #4 Efekty leczenia po 3 miesiącach

Hejka! Co prawda, wizytę miałam dwa tygodnie temu, ale dopiero dzisiaj ogarnełam się z tym wpisem. Powiem Wam, że nie spodziewałam się tak szybkich widocznych efektów leczenia. Po pierwsze, moja górna prawa dwójka (tak jak widać poniżej) nie jest już obrócona, ładnie przekręciła się do łuku, po dugie- moje największe zmory, czyli kły, delikatnie zaczęły się cofać i nie wystają już jak u jakiegoś wampira. Niepokoi mnie za to fakt, iż górne zęby przesunęły się w lewo, czego może nie widać na pierszy rzut oka, ale świadczy o tym przesunięcie się przedziałku między jedynkami o jakieś 1,5 mm względem środka ust/przedziałka nosa (niestety, nie widać tego na zdjęciach). Ponadto, widzę, że dolna prawa jedynka niebezpiecznie wynurzyła się ponad tą lewą, co wygląda jak meksykańska fala. Na najbliższej wizycie koniecznie muszę wypytać swoją doktor o te niepokojące mnie zmiany.
To czego nie widać, a jest niesamowite to przypadek mojej dolnej prawej siódemki. Z racji tego, że miałam pustą przestrzeń po usuwanej chirurgicznie dolnej prawej szóstce, ta zmora położyła się na jej miejsce, zajmując dwa miejsca. W ciągu 1 miesiąca!! pani doktor postawiła ja do pionu za pomocą konstrukcji ze sprężyną, a teraz walczymy o to, żeby siódemka przesunęła się na miejsce szóstki. 
Marudziłam Wam, że wizyty do przyjemnych nie należą, a okres rekonwalencensji trwa ok. 7 dni. Tym razem było znacznie mniej nieprzyjemnie, a zęby bolały mnie tylko! 3 dni. Podobno ma być jeszcze lepiej, co cieszy mnie niezmiernie.
Efekty leczenia widzicie poniżej. Ja widzę, że warto było/jest cierpieć!



czwartek, 19 marca 2015

Aparatka #3 Kolejne pierścienie i inne ciągoty

Minęły dwa miesiące odkąd założyłam aparat, także wczoraj zaliczyłam kolejną wizytę u ortodontki. Mam nadzięję, że to już ostatnia z tych bolących. Wczoraj miałam wyjmowane separatory i zakładane kolejne dwa pierścienie, ponadto jeden z już założonych ortodontka zdejmowała i zakładała ponownie, bo podobno jakieś miejsce się zrobiło. O ile samo nałożenie pierścienia i jego cementowanie jest bezbolesne, tak już jego dociskanie nie za bardzo, szczególnie, gdy używa urządzenia, które w odczuciu jest jak drewniany młotek, nie wiem jak to inaczej określić, ale boli jak skurczybyk. 
Dzisiaj znowu nie mogę nic gryżć, także jogurty i nutella to moi przyjaciele na kilka najbliższych dni.

No co? Przecież nie mogę umrzeć z głodu!

Wracając do aparatu. Podsumowując: mam założone 4 pierścienie, 3 na dole i 1 na górze ( z jednej strony na górze zamiast zęba nr 5 mam założony most, dlatego też tam nie mogę mieć założonego pierścienia, na dole natomiast z jednej strony mam dwa pierścienie obok siebie). Przez ostatni miesiąc moją uwagę skupiała spora szpara między dolną 1 a 2. Zniknęła ona tej nocy, dosłownie. Zniknęła! Ona! W nocy!! 
Doskwiera mi również podrażnione podniebienie, co skutkuje tym, że nie mogę się napić nic gorącego, olosie! Same nieSCęścia!

wtorek, 10 marca 2015

Wiosenne wyzwanie z hula hop

Nie wiem, czy Wam wspominałam, ale kilka miesięcy temu nabyłam swoje pierwsze hula hop. Nie sądziłam, że będzie ono takie duże i takie ciężkie. Nie zniechęciło mnie to, założyłam pas neoprenowy i kręciłam. 



Już następnego dnia po pierwszym użyciu zauważyłam, że na moim ciele pojawiły się siniaki. W ogóle nie przeszkadzały mi one w dalszym kręceniu. 


Dzisiaj trafiłam na nowego posta u Kwaśnej Żelki, która zachęca do przyłączenia się do wiosennego wyzwania hula hoop: 1000 min w 30 dni. Pomyślałam, że pora złożyć hulahop i znowu zacząć kręcić. W końcu do lata zostało mało czasu i przydałoby się ruszyć tyłek z kanapy. Zrobię sobie zdjęcia przed i po, jak dotrwam do końca wyzwania to na pewno podzielę się z Wami jego efektami.


W Warszawie kolejny dzień zapowiada się być słonecznym, moją głowę coraz bardziej zaprząta myśl o wracaniu do mieszkania rowerem. Teraz jest jeszcze trochę chłodno, ale może już niedługo... to w sumie nie jest tak daleko, jakieś 11 km. Hmmm :)


UPDATE: 13.03.2015
Jak postanowiam tak też zrobiłam i od razu 10ego wieczorem kręciłam swoim dwukilowym hulahop przez 50 minut, czego wynikiem jest M.IN. poniższy siniak. Następnego dnia tak mnie ku*ewsko bolało przy kręceniu, że wytrzymałam jedyne 10 minut, bez przerwy zaciskając zęby. Twarda jestem, a co! Poczekam aż siniaki zejdą, a potem znowu :)


poniedziałek, 2 marca 2015

Dieta Gaca System - Menu / Co jeść / Jadłospis

Często prosicie mnie w wiadomościach prywatnych o podanie Wam jadłospisu diety Gacy. Wiecie, że nie znajdziecie go u mnie na blogu, ale wystarczy troche pogooglować, żeby ten jadłospis odnaleźć. A że często przez googla trafiacie do mnie to postanowiłam Wam tych poszukiwań oszczędzić. Trochę zajęłoby mi spisywanie wszystkiego dlatego też odeślę Was do bloga Basi, gdzie znajdziecie wszystkie możliwe wersje menu.


Jeżeli wrócicie do moich wpisów na temat odżywiania podczas diety szybko zgadniecie, który zestaw stosowałam danego tygodnia. Miłej lektury Wam życzę! :)


czwartek, 19 lutego 2015

Aparatka #2 Pierwsza kontrola + zakładanie pierścieni

Po ostatniej wizycie u ortodontki myślałam, że zakładanie aparatu to najgorsza część procesu (wspomnę tylko, że tydzień po założeniu aparatu miałam bezpłatną wizytę kontrolną, gdzie ortodontka zrobiła pierwsze podejście do założenia pierścieni na dolnej szczęce, co skończyło się niepowodzeniem ze względu na dość ścisłe ułożenie zębów- brak miejsca dla pierścienia. Założyła mi nowe separator i zaprosiła na wizytę za trzy tygodnie). Nic bardziej mylnego! 
Porównywalnie ciężko było wczoraj, kiedy to ortodontka cementowała mi pierścienie na dolnej szczęce, co było znośne, po czym wcisnęła mi dwa separatory na górnej szczęce po lewej stronie. Wtedy to pierwszy raz u niej jęknęłam. Okropne!!!! Do teraz zęby mnie ciągną, chodzę głodna, jogurty to nie jedzenie!!!
Ale wiecie co? Mimo tego bólu chodzę uśmiechnięta i to jest dla mnie najważniejsze. Widzę już pierwsze zmiany. Czy tylko ja dostrzegam, że moja (znienawidzona) początkowo obrócona górna prawa dwójka (tak jak widzę te, tak piszę) delikatnie się naprostowuje? :)
Aparat ortodontyczny- efekt po 1 miesiącu noszenia

Zauważyłam też, że zrobiła mi się mała przerwa między dolną prawą jedynką i dwójką. Śmieję się, że zapewne niedługo między wszystkimi zębami będę miała taką przerwę i będę wyglądała jak on:

źródło
Do poprzedniej kwoty dorzucam 200 zł za wczorajszą wizytę, co daje dotychczasowe wydatki na aparat równe 4550 zł.

środa, 28 stycznia 2015

Kurs tańca Disco samba

Od dawna przymierzałam się do tego pomysłu, ale jak to mówią- do tanga trzeba dwojga, a Mąż mój od początku był sceptycznie do tego nastawiony. Sporo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniej szkoły i rodzaju tańca, który przypasowałby nam obojgu. Po nieprzyjemnych perypetiach ze szkołą tańca Riviera na Ursynowie, która nie poinformowała mnie o konieczności wpłaty zaliczki, po czym skreślili nas z listy, więc miesiąc oczekiwań na kurs jak psu ***, w końcu trafiłam na stronę szkoły tańca Rytm. Okazało się, że zajęcia odbywają się ok. kilometra od mojego bloku więc tym bardziej się cieszyłam. 

http://rytmdance.pl/
Taniec, na który nas zapisałam, to Disco samba, ale z sambą nie ma on nic wspólnego. Jest to taniec użytkowy, po kursie którego podobno będziemy umieli wpasować się w prawie każdy klimat imprezy. Jutro wybieramy się na zajęcia nr 2, co oznacza, że bardzo nam się spodobało i po pierwszych zajęciach chcieliśmy więcej. Oprócz pięciu par przyszło pięciu wolnych chłopaków i ani jedna wolna dziewczyna (przypomniała mi się scena z filmu "Zatańcz ze mną"). Także Drogie (wolne) Koleżanki, nie zwlekajcie, jeżeli szukacie chłopaka to bardzo możliwe, że odnajdziecie go na takim kursie. U nas żaden nie miał tego szczęścia, więc musieli zadowolić się patrzeniem, a jutro pewnie już nie przyjdą. 




*** Wpis nie jest wynikiem jakiejkolwiek współpracy.***

czwartek, 15 stycznia 2015

Aparatka #1 Początek

Zwykle mam tak, że jak o czymś pomyśle to zaraz to robię. Jak każda kobieta lubię spełniać swoje zachcianki. To jednak nie była zachcianka (nie?!), ale coś, nad czym zastanawiałam się kilka lat. Zawsze stały mi na drodze jakieś przeszkody: a to strzelająca szczęka, a to brak kasy. Jednak uparłam się i...stało się! Zostałam szczęśliwą posiadaczką aparatu na zęby!
Na początku zastanawiałam się, czy prostować zęby tam, gdzie je leczę. Jednak po dłuższym internetowym dochodzeniu okazało się, że tamtejsza pani "ortodontka" dopiero robi specjalizację z ortodoncji- amatorki nie chcę. Zupełnie przypadkiem, od znajomej mamy, dostałam namiary na lekarkę, która prostowała zęby jej syna. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pani doktor ma gabinet dwie stacje metra ode mnie. Niezwłocznie umówiłam się na pierwsze konsultacje. Z doświadczenia wiem, że nie wypada pójść z pustymi rękoma, dlatego dzień później miałam w rękach pantomogram. 
Przed pierwszą wizytą nie mogłam powstrzymać się i nie poczytać opinii na jej temat. Okazało się, że w internecie jest ich całkiem dużo  i 98% okazało się być pozytywnymi. To jeszcze bardziej umocniło mnie w przekonaniu, że dobrze wybrałam. Po pierwszej wizycie zostałam poproszona o zrobienie jeszcze dwóch zdjęć telerentgenogramicznych (-mowych?): pozycja przednia i boczna. 
Na drugiej wizycie zostały mi pobrane wyciski. Naprawdę nie wiem, czemu tak na to wszyscy narzekają, mi do gardła mi nie doszło.
Trzecia wizyta to przygotowany przez panią doktor plan leczenia. Wszystko pięknie ładnie, umówiłam się na czwartą wizytę- klejenie aparatu. Aaaaa!
Czwarta wizyta była dzisiaj- zostałam odrutowana. Jeszcze w poczekalnii zastanawiałam się, czy dobrze robię. Powiedzmy, że tak. Moją największą obawą było to, czy zza tego żelastwa będzie w ogóle widać moje zęby-serio. Na jutubie szukałam dziś informacji, czy zakładanie aparatu boli. Wszyscy kłamią- mnie bolało. Może dlatego, że od trzech miesięcy używałam pasty wybielającej, która bardzo uwrażliwiła moje zęby. Po kolei: najpierw piłowanie/polerowanie?/szlifowanie zębów z zewnątrz-bolało; potem wytrawiacz-spoko; natłuszczanie- luz; przyklejanie zamków- jako tako, na koniec wsadzenie separatorów-trochę gorzej. Strasznie uwierał mnie plastik, który "rozszerza poliki"-o zgrozo. Rach ciach, 40 minut i po krzyku. Pierwsze spojrzenie w lustro i... uśmiecham się szeroko- podoba mi się! Pomyślałam, że strasznie bym żałowała, jakbym założyła aparat kosmetyczny widząc jak wygląda ten (najtańszy aparat kosmetyczny w tym gabinecie 5000 zł- no sorry).

Podsumuję poniesione dotąd koszty, dla zainteresowanych. Oczywiście, jeżeli ktoś korzysta z NFZ to wyszłoby mu taniej.

Pantomogram, telerentgenogram x 2 = 240 zl
Pierwsze konsultacje = 100 zł
Drugie konsultacje, czyli wyciski= 100 zł
Trzecie konsultacje, czyli plan leczenia= 200 zł
Leczenie trzech zębów= 660 zł
Skaling, piaskowanie, pastowanie?= 250 zł
Czwarte konsultacje, czyli klejenie aparatu (góra+dół)= 2800 zł
                                                                                                    SUMA= 4350 zł

Hmm, mam wrażenie, że o czymś zapomniałam, nie ważne. Czuję się dobrze, o dziwo nie boli mnie jakoś specjalnie, trochę "ciągnie", ale nie aż tak, żebym musiała ratować się tabletkami przeciwbólowymi. 

Pamiętajcie, spełniamy swoje marzenia!



środa, 7 stycznia 2015

No i co z tym Nowym Rokiem?

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Kochani!!
______________________________________________

Na blogach aż roi się od postanowień noworocznych, mi też ciężko jest ich uniknąć. Może to i głupie, bo zmiany można zacząć wprowadzać każdego dnia w roku, ale lepiej mi się żyje, jak sobie coś postanowie, tym bardziej, że w zeszłym roku udało mi się spełnić siakieś postanowienia. Wiem, że pewnie większość ludzi zapomina o nich w połowie stycznia, ale i tak uważam, że to fajna sprawa. Może jak sobie tu je zapiszę będzie mi łatwiej o nich pamiętać.

Na początek coś łatwego:
1. kupić sobie coś ładnego! (polecam każdemu takie postanowienie!)

Jeżeli chodzi o wyjazdy:
2. przynajmniej raz odwiedzić siostrę w Anglii
3. wakacje we Włoszech

Fit postanowienia:
4. oczywiście, że schudnąć!! Może 6 z przodu?
5. pić dużo wody i soków świeżo wyciskanych (tak, Mikołaj się spisał, sokowirówka codziennie w ruchu)

Inne:
6. raz na dwa tygodnie ugotować coś nowego (a przynajmniej raz w miesiącu ;))
7. raz na kwartał spędzić weekend w miejscu, gdzie jeszcze nie byłam 
... i jeszcze kilka takich, o których wiem tylko ja, nie będę mówić, żeby nie zapeszać ;)

Ostatnio dość mocno zakręciłam się na punkcie aplikacji SnapMovie, przez co jeszcze bardziej uzależniłam się od swojego smartfona. Filmiki, które tworzę wrzucam na jutuba. Jeżeli chcecie poznać mnie trochę z innej strony to zapraszam na swój kanał.


Ciekawa jestem, jak Wy to postrzegacie, postanowienia noworoczne to głupota czy jednak silny motywator do działania?

Buźki,
pumkaska