piątek, 22 stycznia 2016

No i co z tą pracą?

Na razie nie mam dobrych wieści, jak byłam bezrobotna- tak jestem. W ostatnim poście wspominałam Wam, że jestem przed kolejną rozmową. Opowiem Wam, jak to było.
Państwowa duża firma, można powiedzieć, że z mojej "branży", najlepsza oferta na jaką trafiłam na tamten czas. Wchodzę do budynku, mało miejsca na recepcji, 10m2, pusto, od razu bramki. Informuję panią recepcjonistkę, że przyszłam na rozmowę, na 11.30. Starsza Pani stwierdziła, że "ooooo, za wcześnie". Odpowiedziałam, że lepiej być wcześniej, niż się spóźnić. Na co ona, że tu nie ma gdzie czekać, prawie pokazując palec na drzwi wyjściowe. Na zewnątrz -10C, ja jeszcze niedoleczona. Po chwili rozmowy wpuściła mnie przez bramki Dotarłam pod odpowiedni pokój, a pod nim moim oczom ukazał się rządek krzesełek (a podobno nie ma tu gdzie poczekać?!). Rozmowa była krótka, 10-minutowa, najkrótsza w moim życiu. Oczekiwałam czegoś więcej. Nie zdążyłam powiedzieć wszystkiego, co chciałam. Zapytano mnie np. o to, co wiem o IT (?!), co zabrzmiało dość śmiesznie z ust dyrektora, który generalnie powinien zdawać sobie sprawę z tego, jak obszerne jest to pojęcie. Zapytano mnie o to, czym się zajmowałam na dotychczasowych stanowiskach, co chwile mi przerywając. Padły jeszcze pytania typu "jak radzę sobie z dużą ilością pracy?", po pytaniu o "IT" zapytano mnie, jak dobrze posługuję się internetem (biegle, oczywiście!), "czy miałam kiedyś sytuację stresową w pracy i jak sobie z nią poradziłam". Generalnie- bułka z masłem. Pod koniec grudnia zadzwoniła do mnie miła pani z informacją, że niestety nie nawiążą ze mną współpracy. Nie odmówiłam sobie zapytania jej o przyczynę tej decyzji. Powiedziała, że wybrali bardziej doświadczoną osobę. Trudno, ale przynajmniej jej wyjaśnienie było na tyle konkretne, że pozwoliło mi zamknąć temat. 
Około połowy grudnia aplikowałam na super stanowisko w pewnym państwowym instytucie, idealne po moim kierunku studiów, więc bardzo przyłożyłam się do napisania odpowiednio bogatego listu motywacyjnego. Jakoś 20 grudnia zadzwoniła do mnie pani z informacją, że dostali moje cv, są zainteresowani moją kandydaturą, ale mają dla mnie jeszcze jedną propozycję, bo oprócz na tamto stanowisko, szukają jeszcze osoby do sekretariatu dyrektora i myślą, że bym się nadawała. Aż mnie w sercu ścisnęło z radości. Na rozmowę zaproszono mnie na 23 grudnia. Z rodzinnego domu wróciłam do Warszawy. Powiem Wam, rozmowa jak marzenie. Na wejściu pani stwierdziła, że czekała na mnie, że ma dobre przeczucia. Ja od razu banan na buzi i do dzieła. Przy rozmowie była pani, która przechodziła na inne stanowisko. Praktycznie po każdej mojej odpowiedzi słyszałam zdania w stylu: "takiej właśnie osoby szukamy", "na pewno by sobie pani z tym poradziła" itp. itd., przez około godzinę. Z rozmowy wyszłam ogromnie zadowolona, przeszczęśliwa i pełna nadziei, że w końcu los się do mnie uśmiechnąć. 30 grudnia z samego rana odebrałam maila, że do sekretariatu dyrektora została wybrana inna osoba (pocieszyła mnie jeszcze tym, że będą rozpatrywać moje cv na stanowisko, na które właściwie aplikowałam), zesztywniałam, po czym wybuchłam płaczem, nie chciało mi się wierzyć. Wszyscy mnie pocieszają, że prawdopodobnie znalazła się jakaś "znajoma", ktoś z polecenia albo nowy dyrektor przyszedł ze swoją sekretarką. Nie obchodzi mnie to, dla mnie ważne było, że znowu się nie udało i w nowy rok wejdę bezrobotna, a jak to się mówi, jaki sylwester taki cały rok. Generalnie załamałam się, bo tego samego dnia dwie godziny później odebrałam telefon, o którym wspomniałam Wam wyżej, od tej miłej pani, która też mi podziękowała. Piękny dzień pomyślałam, gorzej nie było- dwie odmowy w ciągu jednego dnia.
Od tamtej pory nie byłam na żadnej rozmowie, czyli miałam jakieś trzy tygodnie przerwy. W tym czasie wysłałam prawie 30 cv (tyle nie wysłałam łącznie przez poprzednie 5 miesięcy!!). Wczoraj dostałam zaproszenie na kolejną rozmowę (15 minut po wysłaniu cv :)), która ma się odbyć w najbliższą środę. Na pewno będę się stresować, bo im więcej wody w Wiśle upływa, tym ja jestem dłużej na bezrobociu, co tylko potęguje moje rozdrażnienie.
W następnym poście opiszę Wam moje przejścia z urzędem pracy, jak to było w moim przypadku, ile teraz wynosi zasiłek i inne pierdoły.
Pozdrawiam Was ciepło i ponownie proszę o trzymanie kciuków!!!