wtorek, 16 lutego 2016

Bezrobotna w Polsce

Ostatnio obiecałam, że opiszę Wam moje przejścia z Urzędem Pracy. Zacznę od początku.
Okres wypowiedzenia skończył mi się wraz z ostatnim dniem października 2015. Dowiedziałam się, że aby uniknąć czekania w kolejce w UP, mogę zarejestrować się przez internet klikając w odpowiedni link na stronie internetowej UP. 
*Należy pamiętać, że można się zarejestrować jedynie w urzędzie tego miasta, gdzie jesteśmy zameldowani. Jest to dla mnie bez sensu, bo mieszkając w Warszawie szukam pracy właśnie w tym mieście, a nie 50 km stąd. Na szczęście nie jest to daleko, ale znajoma musiała jechać 300 km do swojego urzędu. Jeżeli ktoś mieszka w Szczecinie, a jest zameldowany w Rzeszowie to nie ma pomiłuj. Podobno były plany na zniesienie potrzeby meldunku, ale te plany ciągną się już długi czas i jeszcze nic z tym nie zrobili.*
No więc, zarejestrowałam się przez internet 3 listopada 2015 roku, ok. godz. 11 było już po wszystkim. Dostałam od razu informację, że zapraszają mnie na spotkanie na następny dzień na godz. 10 (trzeba być nastawionym na to, że czas czekania na spotkanie może wynosić do tygodnia czasu). Pojechałam, weszłam ok. 10.30 (oczywiście musiałam być punktualnie, na 10, inaczej groziłoby to koniecznością ponownej rejestracji!!). Pani była miła, cała wizyta trwała ok. 15 minut. To co mnie zaskoczyło, to:
1. mojego stanowiska nie było w bazie, przez co Pani miała nie lada kłopot (jakby nie można było dodać nowego?!),
2. Pani nie chciała przyjąć moich certyfikatów ukończenia kursów zagranicznych, gdyż były UWAGA w języku angielskim; musiałyby być przetłumaczone, aby je przyjęła (kurde!! przecież dla pracodawcy nie jest to istotne, ważne, że jest! ).
Po spotkaniu przeszłam się do pokoju, gdzie udzielali informacji na temat szkoleń. Dowiedziałam się, że podanie o ewentualnym kursie muszę złożyć jak najszybciej, maksymalnie w ciągu tygodnia, gdyż komisja ma 30 dni na rozpatrzenie mojego podania, a dany kurs musi się skończyć do 15 grudnia, bo później urząd musi się rozliczyć. Największe szanse mam wtedy, gdy znajdę pracodawcę, który zadeklaruje się mnie zatrudnić po odbyciu takiego szkolenia. Miła Pani dodała, że rzeczywiście ma to sens w przypadku np. szkolenia na obsługę wózka widłowego, gdzie nabywa się konkretną umiejętność, którą później wykorzystuje. Ponadto, kurs taki musi trwać powyżej 25 godzin tygodniowo, czyli mogłam zapomnieć o kursach komputerowych, na których mi zależało, a które trwają zwykle 2 dni po 8h. Myślałam jeszcze o kursie manicure hybrydowego-8h buuu, może specjalistyczny kurs stylizacji paznokci- żaden nie kończy się przed 15 grudnia- buuu. Nie znalazłam ani kursu, ani pracodawcy.
Ponadto, można skorzystać tylko z jednego kursu w roku. Urząd finansuje go w 90%, 10% płaci bezrobotny.
Tydzień po rejestracji musiałam zgłosić się do urzędu ponownie, do działu pośrednictwa pracy. Trafiłam na taką mimozę, jakiej chyba nigdy nie miałam "przyjemności" poznać. Podchodzę, siadam, poprosiła o dowód, po kilku minutach milczenia, Pani zadała mi kilka pytań, po których zakwalifikowała mnie do 1. grupy/kategorii bezrobotnych, co oznacza, że sama sobie znajdę pracę, że nie potrzebuję żadnych kursów. Mówię Pani, że rejestrując się w urzędzie myślałam właśnie o skorzystaniu z pomocy w postaci właśnie kursu. Pani coś poklikała i mówi, że już mi coś tam zmieniła i jestem już w grupie drugiej. Dodała, że oni ofert dla mnie i tak nie będą mieli, o!! Następne spotkanie wyznaczyła mi na za dwa miesiące, czyli na początek stycznia. Byłam pewna, że do końca roku powinnam sobie coś ogarnąć. 
Niestety, musiałam pojechać do urzędu znowu w styczniu. Trafiłam do tej samej Pani, nic nowego się nie dowiedziałam, spotkanie odbębnione, następne spotkanie na początku marca, mam zabrać ze sobą CV!!! Po czterech miesiącach od rejestracji!! :] Niestety wygląda na to, że znowu będę musiała tam pojechać.
Ostatnio wspomniałam, że jestem przed kolejną rozmową. Środa, 27 stycznia, pojechałam na rozmowę do centrum. Rozmowa bardzo w porządku, Panowie ze Śląska, bardzo mili i bezpośredni. Sami byli zaskoczeni, ile cv otrzymali. Wiecie ile? 350 w ciągu kilku dni!! 50 w ciągu jednego popołudnia, których nawet jeszcze nie otworzyli. Szok! Wiecie, jaka myśl mnie przytłacza? Taka, że wystarczy jedna lepsza osoba i koniec. Jest ogromna konkurencja na rynku, dlatego coraz częściej myślę o założeniu swojej firmy.
Wspomnę jeszcze o zasiłku dla bezrobotnych. W zależności od stażu pracy i sytuacji życiowej, ta kwota się różni. Posiadając 4-letni udokumentowany staż pracy, mój zasiłek wynosi 80%. Mając od 5-20 lat doświadczenia było by to 100%, a powyżej 20 lat- 120%.
Poniżej wstawiać tabelkę z kwotami zasiłku (brutto), obowiązuje do maja 2016:
Jak widzicie, po trzech miesiącach ta kwota się zmniejsza. Dodam jeszcze, że pierwszy zasiłek dostaniemy do połowy miesiąca następnego po rejestracji. Mój przykład: zarejestrowałam się 3 listopada, 4-ego miałam wizytę w urzędzie, pierwszy zasiłek otrzymałam jakoś 13 grudnia, pomniejszony o te 3 pierwsze dni listopada. Nie są to kokosy, ale lepsze to, niż nic. Maksymalny okres otrzymywania zasiłku to w moim przypadku 6 miesięcy, po których ciągle mogę być bezrobotną zarejestrowaną z ubezpieczeniem.
Jeżeli chodzi o jakieś propozycje pracy z urzędu, to ja takiej nie otrzymałam. Kuzynka mówiła mi, że w tym samym urzędzie jest zarejestrowana, nawet jej coś proponowali, ale 20 km poza tym miastem, powiedziała, że nie będzie dojeżdżać, nie przyjęła oferty, podała powód i nic się nie stało. Nie dopytywałam, czy miała więcej propozycji, ale po dwóch latach dalej nie pracuje. 
Podsumowując, to jestem zawiedziona tym, jak trudno jest otrzymać dofinansowanie na kurs i jest tak wiele warunków. Nie licząc na urząd, poszłam na kurs excela, najpierw poziom średniozaawansowany, później zaawansowany, które sfinansowałam w własnych pieniędzy, ok. 900 zł. Żałuję, że wcześniej się nie zdecydowałam, bo bardzo dużo z niego wyniosłam. Stresowałam się, że mogę sobie nie poradzić, ale powtarzałam sobie, że po to jest kurs, żeby uczyć. Było bardzo fajnie, prowadzący dobrze tłumaczył. Po wyświetleniu zadania najpierw dawał minutę na samodzielną rozkminkę, potem rozwiązywała sam i pokazywał co i jak, więc polecam się dokształcać we własnym zakresie!! :)
Powiem Wam jeszcze w tajemnicy, że od końca stycznia chodzę do jednej znajomej firmy, wiadomo w jakim celu, tak, żeby w domu nie siedzieć. Nie jest to nic na stałe, raczej coś w stylu przeczekania, ale pozwoliło mi to trochę zmienić klimat, a w każdej chwili mam możliwość nie przyjść, albo wyjść, jakby mi wypadła jakaś rozmowa. Jest to jednak cały czas okres takiego zawieszenia, co  niekoniecznie jest dobre dla mojego poczucia bezpieczeństwa.
Nie spodziewałam się, że znalezienie nowej pracy będzie takie trudne. Mam nadzieję, że sprawdzi się powiedzenie, że żeby było lepiej musi być najpierw gorzej.
Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie, chętnie odpowiem.

Ściskam!!