poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Praca jest, ale...

Minęły dwa tygodnie odkąd zakończyłam smutny okres bezrobocia. Powiedziałam smutny? To był dla mnie najmniej stresujący okres w moim dorosłym życiu. Dopiero teraz doświadczam, co to znaczy naprawdę się stresować. Szef jest bardzo wymagający i zdaje mi się, że testuje i sprawdza mnie, ile może mi roboty wcisnąć, żeby zaczęła wychodzić mi uszami. Budzę się rano godzinę przed budzikiem i już mnie ściska w żołądku. Coś czuję, że sama się proszę o wrzody.
Zaczęło się niewinnie, od rozmowy "rekrutacyjnej" w knajpie na mieście. Nie zostałam wtedy uświadomiona, ile faktycznie czeka na mnie zadań i obowiązków. Od typowo biurowych, jak zaopatrzenie, dzwonienie, ciągłe dzwonienie, po pilnowanie terminowości projektów, płatności, pomoc w pracy innym pracownikom i częściowe wyręczanie ich w niektórych kwestiach oraz masa innych (muszę je wszystkie gdzieś spisać, żebym nie zapomniała). Do tego szef ciągle do mnie dzwoni, update'uje, dorzucając do mojej listy "to do" kolejne zadania. Ciężko jest mi to wszystko ogarnąć, mimo, że mam bardzo pojemną głowę. Ze strachem przyjmuję kolejne zadania, które w zbyt krótkim czasie nie są realnie do zrealizowania, chyba, że lubię siedzieć po godzinach.
W tak zwanym "międzyczasie" w ostatni piątek wybrałam się na kolejną rozmowę, w branży. Historia z grudnia niestety się powtórzyła. Państwowy instytut, stanowisko asystentki dyrektora, moje wykształcenie, doświadczenie i umiejętności idealnie wpasowywały się w wymagania. Dzisiaj dostałam telefon, że niestety nie mają mi nic do zaproponowania. Wkurzyłam się, bo znowu wyszłam z rozmowy bardzo zadowolona i pełna nadziei. Znalazłam numer telefonu do dyrektora obecnego na rozmowie rekrutacyjnej i wprost zapytałam, jaki był powód odrzucenia mojej kandydatury. Powiedział, że otrzymali ponad 200 cv (nie dziwi mnie to skoro ofertę wrzucili na pracuj.pl), wybrali 10 na rozmowę, a spośród trzech wybrali tą jedyną- najbardziej doświadczoną. No tak, pomyślałam, doświadczenia nie przeskoczę. Mam cztery lata doświadczenia jako asystentka i to wciąż jest za mało. Kolejny kop w tyłek, łzy same napływają do oczu jak o tym myślę.
Jestem w o tyle w lepszej sytuacji, ponieważ mam pracę. Co prawda na razie do końca kwietnia, ale zawsze. Teraz jestem kierownikiem biura, ho ho, można pomyśleć, ale na najniższej krajowej na umowie, a reszta do ręki. Na zwolnieniu lekarskim dostanę 1000 zł. Tyle dostaje co miesiąc niepracująca kobieta, jak urodzi dziecko. 
Na razie zbieram doświadczenie, szlifuję angielski, może pomyślę nad jeszcze jakimś językiem albo jakimś kursem. Może w końcu dostanę telefon z pozytywną odpowiedzią na moją aplikację.

4 komentarze:

  1. Od Twojego poprzedniego posta ociągałam się z komenatrzem z gratulacjami, a w zasadzie nie za bardzo miałam czas i wenę, by coś napisać, a tu już kolejny post... W dodatku tak idealnie opisujący moją sytuację, że aż nie wierzę! Otóż kilka dni temu zrezygnowałam ze stażu, który początkowo wydawał się być wymarzoną, dla mnie, pracą. Już pierwszego dnia okazało się jednak, że pomijając naturalną wręcz kwestię wykorzystywania stażysty pod kątem nadmiaru obowiązków (niestety), w owej firmie panuje istny burdel, chcą (i podobno mają prawo) wysyłać mnie jak im się spodoba w zupełnie inne miejsce (firma, w której miałam okazję pracować, znajduje się daleko za Poznaniem, a ta do której miałam jeździc wedle ich zachcianki jest w centrum Poznania), a na domiar złego 3 dni wystarczyły bym podupadła psychicznie. Bo tylko tyle tam wytrzymałam. Wieczne patrzenie na ręce, kontrolowanie co robię i czy mail, którego piszę, przypadkiem nie jest prywatny, pretensje o nie zrobienie czegoś, do czego nikt mnie nie upoważniał, a nawet o przychodzenie do pracy 15 minut przed czasem (żebym jeszcze później te 15 minut wcześniej wychodziła to nieee... grzecznie siedziałam do 16, a pierwszego dnia nawet ciut dłużej). Do tego zero szkolenia, na którym staż z zasady winien się opierać. Niesprawny sprzęt, potrzebne programy sama miałam sobie ściągnąć z internetu, a po pracy wykuć jeszcze na pamięć wymiary blisko 300 mebli wraz z wymiarami opakowań każdego z nich. Więc, niezależnie od konsekwencji, które wymyśli sobie Urząd Pracy, wypisałam się z tego. Szczerze Ci współczuję i mocno trzymam kciuki, żebyś jeszcze przed końcem kwietnia znalazła sobie coś innego, lepszego. Pozdrawiam i nie daj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jak dobrze Cię znowu tu zobaczyć!!
      Przykro mi, że z tego stażu nic nie wyszło. Niestety, zwykle tak jest, że szukają taniej siły roboczej. Możesz spróbować poszperać w internecie i znaleźć firmę, która Ciebie interesuje i napisać do nich pytanie o staż. Jeżeli firma jest zarejestrowana w tym samym mieście co Twój urząd pracy to możesz im napisać, że na ten cel mogą dostać dofinansowanie z urzędu (jeżeli urząd jeszcze wszystkiego nie przepuścił).
      U mnie nie jest łatwo, ale zaciskam zęby i staram się jak najlepiej wypełniać obowiązki, myśląc przy tym jak mocnym punktem będzie to doświadczenie w moim cv. Coraz lepiej się orientuję, jestem pewniejsza siebie i z czasem mam nadzieję, że będę w stanie przewidywać jego ruchy.
      Tobie życzę, żebyś znalazła coś odpowiedniego i nie poddawała się! Spróbuj wrzucić swoje ogłoszenie na gumtree lub olx, może i praca znajdzie Ciebie :)

      Usuń
    2. Z tymi stażami póki co się wstrzymam... Przynajmniej do czasu wyjaśnienia sytuacji z tym przerwanym stażem. Wciąż czekam na decyzję z Urzędu Pracy, ale dopóki pracodawca nie złoży pisma wyjaśniającego, to się nie doczekam. Jak pytałam, ile ma na to czasu, to odpowiadali wymijająco tak jakby miał czas nieokreślony.
      Podziwiam Twój upór i silną psychikę - ja bym już dawno wysiadła. Czuję, że z czasem coraz gorzej radzę sobie ze stresem.
      Myślę wciąż o zamieszczeniu ogłoszenia w internecie, ale jakoś ciężko mi się zebrać, usiąść i napisać. Nie wiem, może to strach przed kolejnym niewypałem?

      Usuń
    3. Nie zastanawiaj się nad tym, bo nie masz nic do stracenia! :)
      Ja już tyle razy dostałam kopa, że się przestałam tym przejmować.

      Usuń