środa, 19 października 2016

Żyję, mam się dobrze

Do napisania tego posta podchodziłam kilkukrotnie. Zebrałam się w sobie i jestem.

Trzy tygodnie temu minęło mi pół roku pracy w obecnej firmie. Pisałam Wam już, że łatwo nie było. Tak jest do dzisiaj. Pracuję na pełnych obrotach 9-11h dziennie, nie mam przerw, łapię kanapkę w biegu. Szef jest wymagający, ciągle czegoś chce, dzwoni kilka razy dziennie. Jak jest w biurze to nie mam spokoju. Potrafi gadać mi przez godzinę o jakiś pierdołach, po czym dziwi się, że coś nie jest jeszcze zrobione, a przecież mówił/prosił mnie o coś godzinę temu (rozumiecie paradoks?). Tak jest ciągle. 

Minęły wakacje, a mi nie udało się wziąć wolnego - dużo projektów do upilnowania. W czerwcu, omawiając ogólnie urlopy, usłyszałam od szefa, że powinnam wziąć urlop wtedy co on (wtf?!). Wiedziałam, że jego "urlop" to półtora tygodnia w październiku. No cudownie, wręcz marzyłam o wylegiwaniu się na plaży... w kocu.

Gdy nadszedł koniec września ostatecznie porozmawialiśmy o urlopie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po stwierdzeniu, że biorę urlop 17-31.10. szef zamilkł. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że szef mówiąc o urlopie "w tym samym czasie" (on 17-26.10.) miał na myśli dokładnie! ten sam termin (wtf?!). Masakra! Zapytał, czy mam tyle urlopu. Ja, że tak. A jak Pani to policzyła - zapytał. A ja swobodnie stwierdziłam, że wystarczy 26 dni podzielić przez 12 miesięcy i pomnożyć przez liczbę przepracowanych miesięcy. Aha - usłyszałam. Przyjął do wiadomości i właśnie jestem na moim wyczekanym urlopie. Ruszamy z mężem samochodem do Pragi a potem zobaczymy, gdzie nas poniesie. 
Niedługo pokażę Wam efekty mojego leczenia ortodontycznego, ale dopiero jak ściągnę dół. Górny aparat został mi ściągnięty pod koniec sierpnia.
Poniżej mały sneak peak ;)

Powiem Wam szczerze, że ostatnie kilka miesięcy minęło mi bardzo szybko. Przez to, że dużo pracuję, nie mam wiele czasu na spędzanie go z rodziną czy przyjaciółmi. Moje życie popołudniowe zdecydowanie przyschło. Ciężko jest mi się zorganizować kiedy nie potrafię przewidzieć, o której godzinie skończę pracę danego dnia. Zdecydowanie jest to coś, nad czym powinnam popracować.

We wrześniu organizowałam wieczór panieński mojej siostrze, a dwa tygodnie wydałam ją szczęśliwie za mąż.

 

Ciekawa jestem, co tam u Was słychać, więc jeżeli to czytacie zostawcie po sobie ślad.

Buziaki!!!

1 komentarz:

  1. Super, że mimo nadmiaru pracy udało Ci się coś napisać :) Szczerze podziwiam, że dajesz radę (z tym urlopem to już w ogóle jakaś paranoja) no i kwitniesz! Dziewczyno, wyglądasz przepięknie! :)

    OdpowiedzUsuń