czwartek, 13 lipca 2017

III trymestr ciąży i poród

Trzeci trymestr ciąży zniosłam całkiem dobrze, no może poza samą końcówką. Ostatni miesiąc okazał się dość ociężały, a ostatnie dwa tygodnie większość czasu odpoczywałam, a na spacery chodziłam rzadko ze względu na twardniejący brzuch i częste oddawanie moczu. Jednak jeszcze dzień przed porodem śmignęłam na mały szoping i według mojej teorii to właśnieta  przejażdżka autobusem przyspieszyła TEN dzień.

Całą ciążę zniosłam bardzo dobrze. Nie miałam większości typowych dolegliwości. Te, z którymi musiałam się zmagać to ból piersi do około czwartego miesiąca, ból pachwin od piątego miesiąca i hemoroidy od siódmego miesiąca do końca ciąży. Te ostatnie były dla mnie najbardziej upierdliwe i bolesne, ale i z tym problemem sobie jakoś radziłam.

Piotrusia urodziłam 10 dni przed terminem, dokładnie 29-ego czerwca o godz. 00:05, w imieniny Piotra i Pawła (imię miałam wybrane długo przed porodem). 

Na porodówkę przyjechałam o godz. 20 ze skurczami co ok.2,5-3 minuty i rozwarciem... 1 cm.  O godzinie 22 miałam 3-4 cm rozwarcia i skurcz za skurczem, ciągle czekając na izbie przyjęć. O 23 w końcu przeszliśmy na salę porodową. KTG na porodówce nie pamiętam. Po KTG weszłam do wanny z wodą i tam chwilę po północy urodziłam swojego pierworodnego.

Mówią, że mogę rodzić. Wszystko poszło dość sprawnie, a ja przetrwałam to z niewielkimi obrażeniami. Ufff!

Od teraz mogę cieszyć się słodkim macierzyństwem.  😃

Prawdą jest, że takiego ogromu nowych uczuć się nie spodziewałam. Od razu pokochałam tego małego wampirka, któremu mam wrażenie sprawia przyjemność gryzienie moich sutków (dziękuję wynalazcy kapturków). Faktem są nieprzespane noce, a w dzień chodzenie non stop w pidżamie i wyglądanie jak walking dead. 

Nie zmienia to faktu, że jestem przeszczęśliwa, że Mały jest już z nami, jest zdrowy i śliczny!!